Ale ogromna suma pieniędzy może uwodzić mężczyznę na pokuszenie.: But huge amounts of money can lead a man to temptation.: Wstawaj! - I nie wodz nas na pokuszenie.: And lead us nary to temptation! Tłumaczenia w kontekście hasła "I nie wódź nas" z polskiego na francuski od Reverso Context: I nie wódź nas na pokuszenie Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Ojcze nasz, któryś jest w niebie·święć się imię Twoje; przyjdź królestwo Twoje;bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi; chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i odpuść nam nasze winy,jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; i nie wódź nas na pokuszenie;ale nas zbaw od złego.Amen. "– Chodź, odwiozę cię do stancji. – Zgasił papierosa. Jechali w milczeniu. Zapatrzyła się przez okno, z jakiegoś powodu nie chciała na niego patrzeć, już wystarczające było to, że zbyt mocno czuła jego zapach, że smak papierosa został na ustach, j Objednávejte knihu Gorący Romans Duo 5/Nie wódź mnie na pokuszenie v internetovém knihkupectví Megaknihy.cz. Nejnižší ceny 450 výdejních míst 99% spokojených zákazníků Ebooka „Nie wódź mnie na pokuszenie”, tak jak pozostałe książki w formacie elektronicznym przeczytacie w aplikacji mobilnej Woblink na Android lub iOS lub na innym urządzeniu obsługującym format epub lub mobi - czytnik ebooków (Pocketbook, Kindle, inkBook itd.), tablet, komputer etc. Czytaj tak, jak lubisz! . W Ewangelii Łukasza bardzo często widzimy Jezusa przebywającego na modlitwie. Podobnie dzieje się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii: „Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie”. Gdyby dokładnie przetłumaczyć ten tekst, to należałoby powiedzieć, że Jezus „trwał na modlitwie”. Nie była to zatem jakaś przelotna chwila, ale określona ilość czasu. Widząc modlącego się Jezusa, uczniowie proszą: „Panie, naucz nas się modlić”. Jezus od razu przystępuje do realizacji prośby. Jakby na nią czekał. Czekał, bo chciał, by pragnienie modlitwy wypłynęło z wewnętrza serc uczniów. Nie chciał jej narzucać. Nauczenie modlitw to jedno z najważniejszych zadań wychowawczych w rodzinie. To także wielkie zadanie katechezy. Problem polega na tym, że dzieci, szczególnie te przygotowujące się do pierwszej Komunii świętej, odczuwają przymus uczenia się modlitw. „To trzeba zdać” – mówią dzieci i ich rodzice. Takie podejście sprawia, że modlitwa nie wejdzie w serce dziecka, ani też z serca nie będzie wypływać. Najgłębiej dziecko nauczy się modlitwy, gdy będzie widzieć modlących się tatę i mamę. Modlitwa nie jest „do wkucia”, „do zaliczenia”, tylko do budowania głębokiej relacji z Bogiem. Oby dzieci widzieli swoich rodziców modlących się. Jak uczniowie Jezusa. Po dłuższym przebywaniu Jezusa na modlitwie można by się spodziewać, że treść modlitwy, którą przekaże uczniom, będzie długa, zawiła i skomplikowana. Okazuje się, że jest bardzo krótka. Ewangelia Mateusza przekazuje ją w wersji siedmiu próśb i tę właśnie wersję odmawiamy na co dzień. Ewangelia Łukasza podaje wersję jeszcze krótszą – pięć próśb, jakby tym bardziej chciała podkreślić, że nie liczy się wielomówstwo, ale zawierzenie Bogu i wypowiedzenie próśb o najbardziej podstawowe dobra w życiu człowieka. Zawierzenie wyraża się w tym jednym prostym słowie: „Ojcze”. Bóg jest Ojcem, któremu człowiek oddaje się całkowicie, powierza swoje życie. Po pełnym oddaniu siebie Bogu Ojcu człowiek może wypowiedzieć pięć próśb. „Niech się święci Twoje imię” – Wyrażamy tu pragnienie, by imię Boga było szanowane poprzez nabożne wzywanie świętych imion podczas modlitwy oraz w czasie liturgii. Wyrażamy też pragnienie, by imię Boga nie było obrażane poprzez brak czci i szacunku. Imię Boga jest obrażane, gdy człowiek bluźni przeciw Bogu, ale także, gdy niegodnie zachowuje się w kościele: przez głośne rozmowy, przez niewłaściwy (w lato zbyt skąpy) strój. Ma to czasem miejsce w naszych świątyniach parafialnych. Częściej dzieje się tak w kościołach, które są odwiedzane w celach turystycznych, a o których zapomina się, że są nade wszystko miejscami świętymi. „Niech przyjdzie Twoje królestwo” – ono objawi się w pełni czasu na końcu czasów, ale człowiek ma angażować się w jego budowanie już dziś: poprzez mówienie prawdy i okazywanie miłości, bo królestwo Boże jest królestwem prawdy i miłości. Jest ono dziełem zarówno Boga, jak i człowieka. Nie dziełem samego Boga, dlatego człowiek nie ma siedzieć z założonymi rękami i czekać, że Bóg za niego wszystko zrobi. To byłoby lenistwo, a nie zawierzenie Bogu. Ostateczne królestwo nie jest też dziełem samego człowieka, bo człowiek – choć mu się czasem tak wydaje – nie zbuduje własnymi rękami raju na ziemi. Raj na ziemi to neo-marksistowska utopia. „Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień” – na chleb trzeba pracować, a nie trwać w lenistwie, przed czym przestrzega właściwe rozumienie poprzedniej prośby. Jednak w tej prośbie zawierzamy się Bożej Opatrzności, prosząc, by rzeczywiście nie zabrakło podstawowych dóbr, koniecznych do życia i rozwoju. Do takich dóbr należy chleb, praca, no i zdrowie. O nie modlimy się wówczas, gdy zaczyna go brakować. O chleb (poza „Ojcze nasz”) nie modlimy się prawie w ogóle, bo nie przymieramy z głodu. Nierzadko natomiast modlimy się o dobra dodatkowe: o lepszą pracę, o dobrą pogodę podczas urlopu. Owszem, i o takie rzeczy możemy prosić. Jednak trzeba pamiętać, że dobra dodatkowe są możliwe dlatego, że mamy dobra podstawowe, a to, że mamy dobra podstawowe, to nie przede wszystkim nasza zasługa, ale znak Opatrzności Bożej, która co dnia nad nami czuwa. O tę Bożą opiekę prosimy przy tej właśnie prośbie. „Przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini”. Największym nieszczęściem człowieka nie jest choroba, ale grzech, a grzechy popełniamy nierzadko, nawet ciężkie i poważne. Dlatego w tej prośbie prosimy dobrego Boga o ich przebaczenie, deklarując, że i my przebaczamy naszym winowajcom. Każdy grzech obraża Boga, każdy grzech, nawet najbardziej osobisty, jest naruszeniem świętości imienia Boga (czyli stoi w sprzeczności z pierwszą prośbą), dlatego o przebaczenie trzeba prosić Boga. Współczesny człowiek nie chce mówić o grzechach. Chce to słowo usunąć ze swojego języka. A jednak każda modlitwa „Ojcze nasz” jest właściwie przyznaniem się do własnej grzeszności. W tej prośbie zawarta jest jeszcze jedna prawda: pojednanie z Bogiem nie dokona się bez pojednania z bliźnim, a warunkiem tego pojednania jest wybaczenie, gdy bliźni zawinił względem nas oraz przeproszenie, gdy myśmy wyrządzili krzywdę. „Nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”. To biblijne tłumaczenie wydaje się niektórym być lepsze niż staropolskie tłumaczenie „nie wódź nas na pokuszenie”, z którego jakoby wynika, że Bóg człowieka kusi. Problem jednak tkwi w tym, że tłumaczenie „nie dopuść, byśmy ulegli pokusie” też nie jest precyzyjne. Po grecku w Ewangelii Łukasza mamy wyrażenie „me eisenenkeis peirasmos”; „me eisenenkeis” znaczy „nie wprowadzaj”, „nie poddawaj”, zaś „peirasmos” to wieloznaczne słowo; oznacza: „pokusę”, ale także „próbę”, „ciężkie doświadczenie”. Ostatecznie prośba ta brzmi: „nie poddawaj nas próbie”. Czyli chroń nas Boże przed ciężkimi doświadczeniami, przed chorobą, rozpaczą, depresją, w których mogą zrodzić się zwątpienia, a które szatan przekształca w pokusy przeciw wierze w Boga. W tej prośbie zawarte jest też błaganie o siły w ciężkich doświadczeniach, by człowiek nie zwątpił. Tłumaczenie „nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”, które czasem postuluje się by wprowadzić zamiast „nie wódź nas na pokuszenie” nie oddaje wszystkiego tego, co wiąże się z prośbą o zachowanie od ciężkich prób i o siły w ciężkich doświadczeniach. 1 / 1 Zdaniem Franciszka słowa w modlitwie "i nie wódź nas na pokuszenie" zostały źle przetłumaczone. Papież chce zmiany. Zdaniem papieża obecne tłumaczenie sugeruje, że to Bóg wodzi ludzi na pokuszenie, tymczasem - jak twierdzi Franciszek - to szatan kusi ludzi. Słowa modlitwy zastąpione miałyby być określeniem "nie pozwól, abyśmy ulegli pokusie" - tłumaczył papież we włoskiej telewizji TV2000. - To złe tłumaczenie, bo sugeruje, że to Bóg wywołuje pokusy. Tymczasem to ja jestem tym, który ulega, a nie Bóg pcha mnie do pokusy, aby sprawdzić, czy ulegnę - powiedział Franciszek. W szóstej prośbie modlitwy zamiast: "nie poddawaj nas pokusie" wierni będą teraz modlić się słowami "nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę". Przewodniczący komisji ds. liturgii w Konferencji Biskupów Francji bp Guy de Kerimel tłumaczył, że chodzi o uniknięcie dwuznaczności dotychczasowego tekstu, mogącego sugerować, że "Bóg kusi ludzi". Źródło: Kulisy Manipulacji Zaprasza: Katarzyna Gójska i Piotr Lisiewicz Zobacz odcinki » Kulisy Manipulacji Zaprasza: Katarzyna Gójska i Piotr Lisiewicz Zobacz odcinki » W Ewangelii Mateusza 6:13, Jezus uczy nas modlić się, „I nie wódź nas na pokuszenie, ale zbaw nas ode złego”. Prawdziwa świętość jest rezultatem stoczonej bitwy. Ona nie przychodzi do „tapczanowych” Chrześcijan, którzy tylko by siedzieli i mieli pragnienie „bycia zaniesionym do nieba na kwiecistych łożach swobody i przyjemności”. Tylko wtedy kiedy toczymy walkę przeciwko naszym pokusom, i przeciwko szatanowi, możemy stać się świętymi. Możemy więc zadać pytanie, „Jeżeli diabeł jest aż taką przeszkodą dojścia do świętości, czemu Bóg go nie zniszczy?”. Odpowiedź na to pytanie jest następująca: diabeł jest w pewnym sensie niezbędny dla naszego duchowego wzrostu, tak samo jak piec jest potrzebny, aby oczyścić złoto. Tylko wtedy kiedy nasze mięśnie są wystawiane na wysiłek mogą stać się silniejsze. W innym przypadku, pozostalibyśmy grubi i wiotcy. O to samo chodzi w sferze duchowej. Potrzebujemy postawionego nam oporu, jeżeli chcemy się stać silnymi duchowo. I właśnie dlatego Bóg dopuszcza działanie szatana względem nas. Adam był bezgrzeszny – ale bezgrzeszność sama w sobie nie oznacza świętości. Adam mógł przez całe swoje życie pozostać niewinnym, a nigdy nie stałby się świętym, jeżeli nie byłby poddany próbie. Bezgrzeszność jest stanem neutralności, ale z tego stanu neutralności, aby stać się świętym, Adam musiał przejść próbę. Musiał powiedzieć „Nie” pokuszeniu, a „Tak” Bogu. Tylko wtedy mógł stać się świętym. Tak więc dlatego musiał zostać przetestowany. Niestety, powiedział „Nie” Bogu i dlatego stał się grzesznikiem. Jezus również był kuszony we wszystkim, tak samo jak i my jesteśmy (Heb. 4:15), ale to co różniło Go od Adama, to to, że On zawsze mówił „Tak” Bogu. Aby stać się człowiekiem doskonałym, takim jakim Bóg chce, aby wszyscy ludzie się stali, Jezus musiał nauczyć się posłuszeństwa z napotykanych w swoim życiu cierpień. Napotykał pokusy i przezwyciężał je, dlatego, był „doskonały” (Heb. 5:8,9). To dlatego Jezus modlił się za swoich uczniów mówiąc, „Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego.” (Jana 17:15). Jezus wiedział, że oni nigdy nie staliby się świętymi, gdyby nie uciski, próby i pokusy, z którymi dane im było się zmierzyć tu na ziemi. Musimy umieć odróżnić pokusę od grzechu. Jeżeli jesteśmy nagle pokuszeni przez coś co ujrzeliśmy przypadkowo, to nie jest grzech, ale jeżeli kontynuujemy patrzenie na to co nas kusi, lub myślimy o tym, wtedy jest to już grzechem. Nie możemy zapobiec byciu kuszonym, ale z pewnością możemy dokonać decyzji o tym, żeby odwrócić nasz wzrok i myśli od tego, co nas kusi. Sposób, w jaki ćwiczymy naszą wolę, jest tym co decyduje o tym, czy jesteśmy święci, czy grzeszni. Pan Bóg nie uznaje nas za winnych podczas kiedy jesteśmy kuszeni, ale z pewnością oczekuje od nas, abyśmy te pokusy odpierali. Tak jak ktoś powiedział: „Nie jestem w stanie zapobiec lataniu ptaków nad moją głową, ale za to jestem w stanie zapobiec temu, żeby nie uwiły sobie gniazda z moich włosów”. Nie jesteś w stanie zapobiec przychodzeniu do ciebie pokus, ale za to, temu żeby nie osiedlały się one w twoim umyśle już tak! Boże Słowo nie naucza nas, abyśmy stawiali czoła tak wielu pokusom jak to tylko możliwe, aby tylko pokazać jakim jest się silnym. Nie. My mamy uciekać od pokus. Paweł mówił Tymoteuszowi, aby uciekał od miłości do pieniędzy, zalotnych kobiet i od wszystkiego, co by go oddalało od Boga. Nasze nastawienie do pokus powinno wyglądać w następujący sposób: „Pozwól, abym trzymał się z dala od tego, tak daleko jak to tylko możliwe”. Nie powinniśmy być jak małe dzieci, które sprawdzają jak blisko mogą podejść do zbocza klifu, a jednak nie spaść z niego, lub jak blisko krawędzi peronu możemy podejść, żeby pociąg mimo wszystko nas nie potrącił. Nie jest to rada jaką dałby rozsądny rodzic swojemu dziecku. My mówimy swoim dzieciom, aby trzymały się z dala od takich niebezpieczeństw. To samo mówi nam Bóg Ojciec. Ta modlitwa tak naprawdę znaczy, „Ojcze nie pozwól, abym musiał się zmierzyć z pokusami, które będą dla mnie zbyt silne”. Jest to płacz tego, który zdaje sobie sprawę, że jego ciało jest słabe i wie, że łatwo może upaść. Kontynuując rozważanie tej modlitwy, „I nie wódź nas na pokuszenie (które jest dla nas zbyt silne)” – jest to prośba, „Ale nas zbaw ode złego”. Słowo „zbaw” może być sparafrazowane jako „Przyprowadź nas do siebie”. Tak więc modlitwa brzmi „Przyprowadź nas do siebie, zabierając nas od złego”. I Bóg, i diabeł, odciągają ludzi w dwa przeciwne kierunki. My mówimy, „Ojcze, czuję pociąg ku złemu gdzieś wewnątrz mego ciała, ale nie pozwól mi podążać tą drogą. Nie chcę się temu poddać. Proszę przeciągnij mnie na swoją stronę”. Ta tęsknota i głód bycia wciągniętym na drogę Bożą są niezbędne do życia w zwycięstwie nad grzechem. Jednym powodem, dla którego obietnica w Rzymian 6:14 – „Albowiem grzech nad wami panować nie będzie”, nie jest spełniona w życiu wielu Chrześcijan jest to, że głęboko w ich sercach nie jest wystarczająco dużo głodu wolności od grzechu. Oni nie wykrzykują, „O Panie, uwolnij mnie od grzechu za wszelką cenę”. Oni nie są tego spragnieni. Zapewne by tak krzyczeli gdyby np. byli poważnie chorzy. Lecz oni nie uważają, że grzeszenie jest tak samo złe jak bycie chorym! Nic dziwnego, że zostają pokonani. W Księdze Wyjścia 2:23-25 jest napisane,” Po upływie długiego czasu umarł król egipski. Jednak Izraelici jęczeli z powodu ciężkiej pracy i narzekali, a ich wołanie o pomoc z powodu ciężkiej pracy dotarło do Boga. I usłyszał Bóg ich narzekanie. I wspomniał Bóg na swoje przymierze z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem. I wejrzał Bóg na Izraelitów: Bóg ujął się za nimi.”. W takiej sytuacji Bóg i za nami się ujmie. Pan mówi. „A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem.” (Jr. 29:13). Jest zasada w Piśmie, coś co jest cenne i chcielibyśmy dostać to od Pana, musimy najpierw czuć tego głód i pragnienie. Tylko wtedy uczymy się wystarczająco to doceniać. Tak samo Pan Bóg czeka aż będziemy mieli głód i pragnienie, i dopiero wtedy daje nam to, czego tak naprawdę pragniemy. Życie Chrześcijańskie jest bitwą przeciwko szatanowi. I jest to prawdziwa wojna, szatan ma w nas jednego ze swoich agentów – nasze ciało. Od czasu kiedy nasze ciało przechodzi na stronę jego wroga, on będzie robił wszystko, co tylko mogłoby zapobiec naszemu efektywnemu walczeniu przeciwko szatanowi. Nigdy o tym nie zapominaj. Właśnie dlatego musimy pragnąć pełnego uwolnienia od naszego ciała, jeżeli chcemy przezwyciężyć szatana. Jest wielu wierzących, którzy modlą się, „O Panie, chroń mnie przed całym złem pochodzącym od diabła i innych ludzi”, ale i tak nadal karmią swoje ciało (agenta wroga) poprzez dostarczanie mu wszystkiego czego tylko zechce. W takim wypadku Bóg nie może nas uwolnić od całego zła. Pragnijmy najpierw uwolnienia od cielesnych pożądań, a wtedy przezwyciężenie szatana będzie już dla nas łatwą rzeczą. Wtedy odkryjemy, że żadne zło ze strony człowieka, ani demonów nie jest w stanie nas dotknąć. Zac Poonen Rys. Justyna Chowaniec Obrazki przedstawiają cztery podstawowe możliwości działania Bogu w czasie pokusy. Człowiek przedstawia alkoholika, który z jednej strony powinien konfrontować się z próbami, żeby nauczyć się żyć, a z drugiej strony wie, że jest bardzo słaby. Rys. 1. Wodzi na pokuszenie. Rys. 2. Pozwala wejść w sytuację pokusy. Rys. 3. Kusi. Rys. 4. Nie dopuszcza, aby uległ pokusie. 1. Bóg wiedzie (prowadzi) do sytuacji, która będzie pokusą (próbą). Tak Bóg zrobił z Abrahamem („Bóg wystawił Abrahama na próbę” – Rdz 22,1). Tak z Jezusem („Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła” - Mt,4,1). Tak wiele razy z narodem wybranym w czasie wędrówki po pustyni. Odpowiadające tej czynności tłumaczenie to: „nie wódź nas na pokuszenie” (lub „nie prowadź mnie do sytuacji, która będzie pokusą”). Tak jest w tekście greckim „Ojcze nasz” (Mt 6,13; Łk 11,4). Tak tłumaczy łacińska Wulgata i wiele innych tłumaczeń, również współczesnych, w tym nasz pacierz i wersja "Ojcze nasz" z Mszy św. 2. Bóg pozwala na to, by człowiek wszedł w pokusę (próbę), albo by inni go w taką sytuacje wprowadzili. Tak było z Hiobem. Bóg wiedział, pozwolił, nie reagował. Kusił szatan. Tak było z Judaszem. Odpowiadające tej czynności tłumaczenie to: „nie pozwól nam wejść w sytuację pokusy” (lub „nie pozwól, abyśmy byli prowadzeni na pokusę”). Tak tłumaczy Biblia Paulistów: „nie dopuszczaj nas do pokusy” oraz nowa wersja francuska, obowiązująca na mszach od adwentu 2017 r.: „ne nous laisse pas entrer en tentation”. 3. Bóg sam kusi (próbuje). To nie jest prawda. O tym pisze św. Jakub: „Kto doznaje pokusy, niech nie mówi: «Bóg mnie kusi». Bóg bowiem ani nie podlega pokusie do zła, ani też nikogo nie kusi.” (1,13) Odpowiadające tej czynności tłumaczenie to: „Nie kuś nas”. Tak nikt nie tłumaczy. 4. Bóg nie pozwala nam ulec pokusie. Pokusy są, ale Bóg stara się przeszkodzić człowiekowi w ich uleganiu. Odpowiadające tej czynności tłumaczenie to: „nie dopuść (nie pozwól), abyśmy ulegli pokusie”. Tak tłumaczy Biblia Poznańska i Biblia Tysiąclecia (wyd. 5), obowiązująca w Liturgii Słowa. Takiego tłumaczenia chce Papież Franciszek („non lasciarmi cadere nella tentazione”). Podobnie i niepodobnie tłumaczą Włosi w Liturgii Słowa: „non abbandonarci alla tentazione”, co daje zamierzoną dwuznaczność: „nie opuszczaj nas w pokusę” (wersja 1?) lub ”nie opuszczaj nas w pokusie” (wersja 4?) – generalnie chodzi o to, żeby w sytuacji pokusy Bóg był przy nas. Wersja nr 1 jest językowo najbardziej poprawna (więcej argumentów w tekście „Jeszcze raz o…”). Modląc się „Nie wódź nas na pokuszenie”, proszę, by Bóg nie wystawiał nas na próbę a nie, żebyśmy w czasie tej próby nie upadli. To modlitwa matki o to, żeby Bóg nie wystawiał ją na próbę posiadania dziecka niepełnosprawnego albo śmiertelnie chorego. A nie prośba o to, żeby ona mając już takie dziecko, nie straciła wiary. Bo taka prośba jest w drugiej części; "Ale wybaw nas od złego". Tak modlił się również Pan Jezus w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich” (Łk 22,42). Nie modlił się o to, żeby nie upaść w czasie próby, ale żeby do niej nie doszło. Obrazek 4 wydaje się najbezpieczniejszy, ale może kształtować fałszywy obraz Boga, który nie ma wpływu na próby. Tak jakby mówił: "To diabeł wszystko robi. Jedyne, co mogę, to pomóc, byście nie upadli. Więc módlcie się o to." Wtedy jednak nie ma sensu modlitwa o zdrowie dzieci czy o pokój na świecie. Wtedy niezrozumiała jest modlitwa Jezusa w Ogrojcu. I co najgorsze diabeł jawi się jako siła, którą Bóg nie może ograniczyć. Ponadto trzeba by zmienić wiele miejsc w Biblii, np. że to nie Duch prowadził Jezusa na pustynię, albo że cała Księga Lamentacji jest kłamstwem, skoro mówi, że za niewolę Babilońską odpowiedzialna jest ręka Boga a nie Babilończycy, którzy byli tylko Jego narzędziem. Obrazek nr 1 też może budować fałszywy obraz Boga, sugerując, że Bóg jest współodpowiedzialny za zło. Co jest gorsze? Obraz Boga, który współpracuje z diabłem czy obraz Boga, który nie ma na niego wpływu? Nie wiem. Wiem, że Biblia uczy, że Bóg ma moc ograniczyć działania szatana i że sam niekiedy testuje człowieka tylko dla jego dobra. Może być też i przykład z lodowiskiem. 1. Prowadzi na lodowisko. 2. Pozwala iść. 3. Popycha, żebym się przewrócił. 4. Nie pozwala, żebym upadł, jak inni mnie popchną, albo gdy sam się tego przykładu jest taki, że widzimy większy sens prób. Minus, że trudniej zrozumieć, dlaczego modlimy się, żeby nas tam nie prowadził. Ale jak ktoś złamał sobie rękę albo mu nie wychodzi, to wtedy taka prośba ma sens duży. Na koniec polecam piękną modlitwę wieczorną z Talmudu (traktat "Berachot 60b"), dzięki której łatwiej zrozumieć: "nie wódź nas na pokuszenie". "[...] Bądź wola Twoja, Panie, mój Boże,który kładziesz mnie spać w mi udział w Twoim prawie. Kieruj moje nogi do przykazań i nie kieruj ich do prowadź mnie (ואל תביאני) do grzechu, ani do nieprawości, ani do pokusy (ולא לידי נסיון), ani do panuje nade mną skłonność do dobra i niech nie panuje nade mną skłonność do zła. Wybaw mnie od upadku złego i chorób pozwól, aby niepokoiły mnie złe sny albo myśli dręczące. [...]" Żeby tę prośbę mówić z przekonaniem i zrozumieniem, trzeba mieć trochę doświadczenia własnej słabości. Na początku swego nawrócenia gotowi jesteśmy traktować przykazania Boże, rady ewangeliczne, nauki ascetów tak mniej więcej, jak sportowiec zawody: jeszcze wyżej dajcie mi tę poprzeczkę, pokażę wszystkim, na co mnie stać. Po latach, gdyśmy już tyle razy zaryli nosem w ziemię, tak że nawet w naszej głowie coś wreszcie zaświtało, nabieramy pokory. Nie podwyższaj nam poprzeczki, Panie; ale jeśli w Twoich planach leży jej podwyższenie, ufamy Tobie. Nie chcemy już pokazywać nikomu, na co nas stać, nie prosimy o żadną okazję do tego, prosimy tylko o zwykłą, codzienną łaskę do zwykłych codziennych zadań; ale jeżeli masz dla nas jakieś zadanie trudne, niebezpieczne, grożące klęską, przyjmiemy je z Twojej ręki, z ręki Ojca. Bo chcesz może, żebyśmy je pomimo wszystko wykonali Twoją mocą i zrozumieli lepiej Twoją miłość. A może chcesz, żebyśmy jeszcze raz zaryli nosem w ziemię i zrozumieli lepiej własną małość. Więc nie wódź nas na pokuszenie; ale gdziekolwiek nas prowadzisz, choćby tam było pokuszenie, ufamy Tobie, że zbawisz nas od złego i poprowadzisz ku większemu dobru. Fragment książki „Jednego potrzeba. Refleksje biblijne” Małgorzata (Anna) Borkowska OSB, ur. w 1939 r., benedyktynka, historyk życia zakonnego, tłumaczka. Studiowała filologię polską i filozofię na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz teologię na KUL-u, gdzie w roku 2011 otrzymała tytuł doktora honoris causa. Autorka wielu prac teologicznych i historycznych, felietonistka. Napisała nagrodzoną (KLIO) w 1997 roku monografię „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII do końca XVIII wieku”. Wielką popularność zyskała wydając „Oślicę Balaama. Apel do duchownych panów” (2018). Obecnie wygłasza konferencje w ramach Weekendowych Rekolekcji Benedyktyńskich w Opactwie w Żarnowcu na Pomorzu, w którym pełni funkcję przeoryszy.

i nie wódź nas na pokuszenie