A doktora chora słucha, Mam być sucha - będę sucha!" Leczyła się żaba, leczyła, Suszyła się długo, suszyła, Aż wyschła tak, że po troszku. Została z niej garstka proszku. A doktor drapie się w ucho: "Nie uszło jej to na sucho!" Autor: Jan Brzechwa.
Julian Kornhauser - Zapamiętać; Wojciech Młynarski - Ballada o przyszłości chirurgii; MOJA NIEDZIELNA KARTKA Z KALENDARZA; Andrzej Waligórski - O żonie przyjaciela; Mariusz Parlicki - Wiersz o niczym; Jacek Kaczmarski - Pociecha; W dniu pamięci o ofiarach holocaustu. 80 roczni WŁADYSŁAW SZLENGEL - Klucz u stróża
Julian Kornhauser to jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich poetów i najbardziej znany, obok Ryszarda Krynickiego i Adama Zagajewskiego, przedstawiciel Nowej Fali. Rozmowie o jego twórczości
Wiersze Kornhausera pochodzą z wydania: Juli an Kornhauser, Wiersze zebrane (Poznań: Wydawnictwo WBPiCAK, 2016), d alej oznaczonego WZJK z numerem strony po przecinku. 22
frazie tekstu kanonicznego; Juliana Kornhausera Wiersz o zabiciu doktora Kahane [z cyklu Żydowska piosenka , z tomu Kamyk i cień , 1996] – odnoszący się bezpośrednio tematycznie
. Mimo upływu ponad 70 lat trwają spory wokół pogromu Żydów w Kielcach. Zaczynają się od samej terminologii wydarzeń z 4 lipca 1946 r.: pogrom kielecki, tzw. pogrom, mord bandycki, wydarzenia kieleckie, zajścia antyżydowskie, prowokacja. [Artykuł ukazał się w POLITYCE w lipcu 2016 roku] Słownikowa definicja pogromem nazywa zbiorowe, gwałtowne wystąpienia jednej grupy ludności przeciw drugiej, wiążące się z prześladowaniem mniejszości narodowych i religijnych. W ich zakres wchodzą: zabójstwa, gwałty, pobicia, niszczenie dobytku, rabunek. Wydarzenia w Kielcach mieszczą się w definicji pogromu. Grupa atakowana była narodowości żydowskiej i przeciwko niej występowali Polacy (inna grupa ludności). Charakter wydarzeń opisuje przymiotnik „gwałtowny”, a w ich przebiegu znajdujemy rabunek, pobicia, zabójstwa. Terminologia jest tylko jednym z przykładów ilustrujących różnorodność opisów pogromu Żydów w Kielcach. Już w lipcu 1946 r. nie było zgodnej narracji o kieleckiej tragedii; działacze PPR obarczali odpowiedzialnością za nią swoich przeciwników politycznych. Środowiska oskarżane przez komunistów nie miały wątpliwości, że „pogrom był zorganizowany przez bezpiekę”. W PRL o pogromie nie pamiętano. Świadkowie żydowscy w większości wyjechali, a ich wspomnienia nie miały szansy na pojawienie się w komunistycznej rzeczywistości. Pamięć polska o pogromie miała charakter indywidualny, ukryty, nieobecny w przestrzeni publicznej. W prasie podziemnej i solidarnościowej ukazały się pojedyncze teksty poświęcone wydarzeniom z lipca 1946 r. Badania naukowców po 1989 r. wniosły wiele nowych ustaleń, mimo to w dalszym ciągu „pewne pytania muszą zostać bez odpowiedzi, gdyż materiał dowodowy nie pozwala formułować takich odpowiedzi w sposób pewny i jednoznaczny”. Takie zdanie zapisano w 2004 r. w uzasadnieniu o umorzeniu śledztwa w sprawie wydarzeń antyżydowskich. Prowadziła je Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, która – jak dotąd – miała w największym stopniu dostęp do materiałów dotyczących tej sprawy. Według ustaleń komisji „wydarzenia kieleckie z dnia 4 lipca 1946 r. miały charakter spontaniczny i zaistniały wskutek nieszczęśliwego zbiegu kilku okoliczności natury historycznej i współczesnej”. Obecnie w historiografii, obok wspomnianej konkluzji śledztwa, istnieje kilka innych wyjaśnień pogromu. Dla części badaczy był on apogeum antysemityzmu po wojnie w Polsce. Dla innych przyczyny, przebieg i skala wydarzeń tylko w części zależały od antyżydowskich postaw Polaków, ważnym czynnikiem było również zachowanie władz. Działania podejmowane przez decydentów komunistycznych w Kielcach tłumaczą tylko antysemityzmem, tym wyjaśniają zarówno ich bierność, jak i aktywność milicjantów, żołnierzy w rabunku, biciu, mordowaniu. Inni postępowanie władz określają mianem prowokacji. Także w tej kwestii istnieją różne interpretacje. Obok twierdzenia, że komuniści sprowokowali pogrom, w innym ujęciu za prowokację uznaje się tylko te podejmowane przez władze działania, które służyły eskalacji wydarzeń. W historiografii istnieją także wyjaśnienia, w których połączono zróżnicowane czynniki: udział wojska i milicji, rabunek, mit mordu rytualnego. W tym przypadku kwestia celowej prowokacji ze strony władz nie jest brana pod uwagę, a antysemityzm jest zbyt wąskim pojęciem dla zrozumienia wydarzeń. Jeszcze inną propozycją badawczą jest wskazanie antysemityzmu i zachowania władz jako zasadniczych przyczyn decydujących o skali, przebiegu kieleckiej tragedii. Pierwsze, pod względem chronologii, zagadnienie, wokół którego pojawiają się wątpliwości, dotyczy zniknięcia 8-letniego Henryka Błaszczyka. 1 lipca 1946 r. chłopiec nie wrócił do domu. Po jego powrocie, trzy dni później, pojawiła się informacja, że był porwany przez Żydów. Złożenie zeznań na komisariacie MO spowodowało rozpoczęcie dochodzenia, wysłanie milicyjnych patroli do budynku na ul. Planty, w którym mieszkali Żydzi, aresztowanie jednego z nich, zbieranie się tłumu. Wątpliwości, które pojawiają się w tym momencie, dotyczą przede wszystkim kilku wersji wydarzeń podawanych przez chłopca, manipulacji wokół jego zeznań spisanych, w czasie trwania pogromu, w budynku WUBP. Dostępny historykom materiał źródłowy pozwala przyjąć, że zniknięcie małego Błaszczyka było spowodowane jego wyjazdem do znajomych rodziny mieszkających w wiosce pod Kielcami. Analiza najwcześniejszych dokumentów wyklucza tezę o zamierzonym przez kogoś przetrzymywaniu chłopca. Co więcej, pierwsze udzielane przez niego wyjaśnienia nie dotyczą Żydów. Odpowiedzialnym za jego porwanie jest „pan”, który otrzymuje narodowość żydowską dopiero w trakcie rozmowy z sąsiadami. Uznanie „pana” za Żyda było także wyborem chłopca, którego jeden z sąsiadów pytał też o „Cyganów”. Przekonanie, że „Żydzi i Cyganie” są odpowiedzialni za porywanie polskich dzieci, nie było wyjątkowe w tużpowojennej rzeczywistości. Niewyjaśnione pozostają jednak kwestie dotyczące interwencji dokonanych w zeznaniach chłopca przez przesłuchującego go funkcjonariusza WUBP. Miało to miejsce już w trakcie trwania pogromu, kiedy Henryk Błaszczyk został przejęty z rąk milicjantów przez UB. Dopiero wtedy pojawiają się kolejne wersje zniknięcia chłopca. W brudnopisie zeznań widać dopiski, sformułowania, których autorem nie mogło być ośmioletnie dziecko. Nie wiemy, dlaczego i w jakim stopniu funkcjonariusze UB tworzyli pośrednie wersje zeznań małego Błaszczyka. Kolejne zagadnienie to antysemityzm. Niektórzy badacze odrzucają zjawisko powojennej wrogości Polaków wobec Żydów. W opisie wydarzeń z 4 lipca 1946 r. koncentrują się na zachowaniu władz, tym tłumaczą przyczyny, przebieg i skalę pogromu. Dla innych badaczy antysemityzm jest kluczem do wyjaśnienia lipcowej tragedii. Jakiej odpowiedzi w tej kwestii udzielają źródła i prowadzone badania? Faktem jest wrogość wobec Żydów po wojnie w Polsce. Różne były jej przyczyny, różne przejawy: niechęć, agresja, także zabójstwa. Źródła jednoznacznie pokazują, że część żydowskich ofiar została zamordowana tylko dlatego, że były Żydami. W tych przypadkach powojenny bandytyzm, bieda, sytuacja polityczna nie wyjaśniają ich śmierci. Kielce nie były wolne od opisywanych zjawisk. One powodowały, że mieszkańcy miasta nie tylko uznali, że Żydzi porwali polskie dziecko, okazali również gotowość do rozprawienia się z nimi. Dokumenty odnotowują zachowania zwykłych ludzi w dniu pogromu: wrogie okrzyki wznoszone przeciwko Żydom, rabunek żydowskiego mienia, udział w biciu, mordowaniu, niezależnie od takich samych działań podejmowanych przez żołnierzy, milicjantów czy funkcjonariuszy UB. Marginalizacja antysemityzmu, wrogości wobec Żydów albo usunięcie tych zjawisk z opisu wydarzeń w Kielcach w żaden sposób nie pozwoli nam zrozumieć tej tragedii. Kolejną sporną sprawą jest zachowanie części władz w dniu pogromu. Najważniejszymi podmiotami są milicja, wojsko i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, z rozróżnieniem na decydentów i szeregowych funkcjonariuszy. Władze administracyjne i partyjne miasta pojawiają się w czasie wydarzeń, ale możliwość podejmowania przez nie decyzji w ówczesnej rzeczywistości była ograniczona. W lipcu 1946 r. szefem kieleckiego bezpieczeństwa był Władysław Sobczyński. Kontrowersje dotyczące jego osoby wynikają przede wszystkim ze zdumiewającej bierności, jaką zademonstrował w dniu pogromu. Źródła w różny sposób potwierdzają, że istniała możliwość wstrzymania mordowania Żydów przy ul. Planty, gdyby Sobczyński podjął działania. W historiografii brak aktywności kierownika WUBP tłumaczony jest brakiem wykształcenia, zaskoczeniem, antysemityzmem, ale także jest opisywany jako świadoma decyzja podporządkowana celom politycznym. Po 1989 r. dowiedzieliśmy się nieco więcej na temat Sobczyńskiego. Elementem biografii tego przedwojennego komunisty były kursy NKWD na terenie ZSRR, gdzie szkolenie obejmowało zagadnienia wywiadowcze, operacyjne, polityczne. Uznawany był za zdolnego kursanta. Po przerzuceniu do Polski pracował na stanowiskach kierowniczych w urzędach bezpieczeństwa w Rzeszowie i w Kielcach. Dał się poznać jako osoba stanowcza, ordynarna, pozbawiona skrupułów moralnych, niemająca oporu wobec komunistycznych metod rozprawiania się z politycznym przeciwnikiem, korzystająca z przywilejów władzy. Ciążyły na nim oskarżenia o udział w mordowaniu Żydów w czasie wojny, na jego rozkaz rozstrzelano ukraińskich więźniów w Rzeszowie. Aresztowanie i proces po pogromie w Kielcach nie zaszkodziły mu w dalszej karierze w strukturach MBP i MON. W politycznej rzeczywistości, w której poruszał się Sobczyński, nakazane było „tępienie wystąpień antysemickich”, zgodnie z rozkazem wydanym latem 1945 r. przez ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza. Zarządzenie to wyraźnie pokazywało, jak postępować w takich przypadkach. Można stwierdzić, że w lipcu 1946 r. Sobczyński był przygotowany zarówno teoretycznie, jak i praktycznie do podjęcia konkretnych działań w momencie, kiedy doszło do pogromu. Wiedział także, że zjawisko wrogości wobec Żydów było niekiedy instrumentalnie traktowane przez komunistów, np. do dyskredytacji wrogów politycznych. Wszystko to wskazuje, że w sprawie zachowania Sobczyńskiego istnieje obszar dla zróżnicowanej interpretacji. Co do wojska, to w dniu pogromu w Kielcach znajdowała się wystarczająca liczba żołnierzy potrzebnych do uśmierzenia zamieszek. Potwierdzony jest fakt udziału żołnierzy w biciu, rabowaniu i mordowaniu Żydów, niewiele natomiast wiemy o rozkazach wydanych przez dowódców poszczególnych jednostek. Najwcześniejsze relacje żydowskich mieszkańców domu przy ul. Planty pokazują, że gromadzenie się tłumu było spowodowane działaniami podjętymi przez milicję, jednak o rozpoczęciu pogromu zadecydowało przybycie i działania żołnierzy. Niewątpliwie część zachowań wojska miała swoje źródło w antysemityzmie, część wymyka się jednak takiemu wyjaśnieniu: decyzja o rozbrojeniu Żydów, zorganizowany atak na żydowskich mieszkańców domu przy ul. Planty, zastrzelenie przez oficerów przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydów w Kielcach – Seweryna Kahane. Był to mord dokonany z zimną krwią w momencie, kiedy Kahane dzwonił po pomoc. W jednej z relacji mieszkanka domu przy ul. Planty opowiada o żołnierzach, którzy po zrzuceniu mundurów zaczęli strzelać z okien budynku. Osoby stojące na zewnątrz jednoznacznie odbierały to jako atak ze strony Żydów, służący eskalacji wydarzeń. Wątek ten nie został jednak jednoznacznie wyjaśniony. Materiał źródłowy prezentuje mocno zróżnicowaną informację na ten temat, często uwikłaną w postawę obronną, np. raporty autorstwa milicjantów czy wojskowych. W przypadku wojska i działań podejmowanych przez poszczególne jednostki wątpliwości budzi zachowanie dowódców. Z jednej strony znajdujemy w źródłach zapis o nieradzeniu sobie z sytuacją, z drugiej – wydawano konkretne rozkazy. Trudno bowiem przyjąć, że np. rozbrojenie Żydów czy zamordowanie Kahanego były samowolą żołnierzy. W takim scenariuszu bardziej mieszczą się zachowania wykorzystujące sytuację, np. rabunek. Decyzja podjęta przez jednego z dowódców około południa (strzał w górę) wyraźnie pokazała możliwość zapanowania nad tłumem. Należy również odnotować, że w czasie pogromu dwaj najważniejsi decydenci komunikowali się z sobą. Według relacji jednego z pracowników WUBP mjr Sobczyński nie tylko spotkał się z dowodzącym wojskiem płk. Kupszą, byli oni także świadkami pogromowych wydarzeń, na które nie reagowali. Nowy materiał źródłowy pozwala zajrzeć w życiorysy lokalnych dowódców wojskowych. Płk Stanisław Kupsza był doświadczonym oficerem, z 20-letnim stażem. Podobnie ppłk Włodzimierz Dembowski, od marca 1946 r. dowódca Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego na terenie województwa kieleckiego. Obaj byli oficerami Armii Czerwonej. W przypadku wojska również istnieje obszar dla zróżnicowanej interpretacji. Wracają pytania o rolę doradców rosyjskich, dowódców Armii Czerwonej. Faktem jest, że to w ich ręku spoczywało kierownictwo najważniejszych jednostek wojskowych w dniu pogromu. Ale wciąż niewiele wiemy np. o Stanisławie Markiewiczu, wojskowym komendancie miasta, którego postać i podejmowane decyzje są znaczące na początku pogromu. Doradcy sowieccy byli obecni także w strukturach kieleckiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Materiał źródłowy wspomina o działaniach doradców i dowódców rosyjskich w czasie pogromu, natomiast nie ma żadnych informacji na ten temat w dokumentach dotyczących zaginięcia małego Błaszczyka, zgłoszenia tego faktu na milicję, decyzji podejmowanych przez kierownictwo MO. Wiele pytań ma swoje źródło w dacie pogromu. Kilka dni wcześniej, 30 czerwca 1946 r., w Polsce odbyło się referendum, które było próbą generalną dla komunistów przed wyborami (czytaj s. 54). Nasilenie represji, powszechne przekonanie o sfałszowaniu wyników wyborów były przyczyną napiętej sytuacji politycznej. W takim momencie pogrom postrzegano jako próbę odciągnięcia uwagi od wydarzeń znaczących dla przyszłości Polski. Tego typu wnioskowanie, zapisane w ówczesnych relacjach, obecne jest także we współczesnej historiografii. Istniejący materiał źródłowy nie pozwala jednak przyjąć tezy o wcześniejszym przygotowaniu pogromu. Możemy stwierdzić, że działania podejmowane przez decydentów w czasie trwania pogromu służyły eskalacji wydarzeń, ale hipotezą jest stwierdzenie, że stała za nimi motywacja polityczna. Wątpliwości i różnorodność interpretacji mają swoje źródło także w tym, że część dokumentów dotyczących pogromu została zniszczona. Jednak i bez tego można przyjąć, że w największym stopniu o przyczynach, przebiegu i skali pogromu decydowały: antysemityzm, wrogość wobec Żydów i zachowanie władz, albo: zachowanie władz i antysemityzm, a także wrogość wobec Żydów. Możemy spierać się o interpretacje wokół wydarzeń z 4 lipca 1946 r., warto jednak pamiętać zdanie, które kończyło pierwszą wydaną w Polsce książkę na ten temat: „pogrom kielecki jest przede wszystkim mordem ponad czterdziestu niewinnych osób”. *** Kielce, 4 lipca 1946 r. • Od 1 lipca ojciec poszukuje 8-letniego Henia Błaszczyka. • Po odnalezieniu chłopca rozchodzi się po mieście plotka o jego porwaniu i uwięzieniu przez Żydów w domu przy ul. Planty 7, gdzie mieścił się tzw. Komitet Żydowski. • Od godz. 9 przed tym domem gromadzi się tłum. Przybywają funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, a następnie wojsko. Wchodzą do budynku, rozbrajają Żydów i strzelają do nich. • Przy ul. Planty 7 Żydzi i ludzie wyglądający na Żydów są atakowani, zabijani łomami i kamieniami. Milicjanci i żołnierze uczestniczą w mordowaniu. • Wczesnym popołudniem robotnicy z Huty Ludwików wdzierają się do budynków. Rozpoczyna się kolejny etap pogromu. • Na dworcu i w pociągach cywile z pomocą kolejarzy wyszukują żydowskie ofiary. • Dowódcy wojskowi i wyżsi funkcjonariusze UB działają nieudolnie i bezskutecznie. • O godz. 16 przybywa spod Warszawy oddział wojska, który opanowuje sytuację. • Bilans pogromu: 42 ofiary śmiertelne. Źródło: MHŻP *** Wiersz o zabiciu doktora Kahane JULIAN KORNHAUSER A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie, Żeby pana swego, Seweryna Kahane, Zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami! Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych Iże tako marnie zeszli od nierównia swojego! Chciałci i jego bracia miła królowi służyć Swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić. Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice Świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli! Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli, Polacy, kielczanie jako psy kłamacze. Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali, Krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili. Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku Drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach Dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew. Z tomiku „Kamień i cień”, 1996 r. (Wydawnictwo a5 Poznań)
ALIANCI BYLI GŁUSI NA LOS MORDOWANYCH ŻYDÓW Zmęczony biernością aliantów w czerwcu 1942 r. gen. Władysław Sikorski na falach rozgłośni BBC wygłosił dramatyczny apel do Anglików o podjęcie działań w celu zapobieżenia trwającej w Polsce zagładzie Żydów. Jego radiowe przemówienie rozesłane zostało później jako nota dyplomatyczna do wszystkich rządów sprzymierzonych. Aleksander Szumański - Oskarżenia określonych kół żydowskich w Stanach Zjednoczonych, jak też Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie pod kierownictwem Pawła Śpiewaka o świadome mordowanie i grabienie mienia Żydów przez Polaków w czasie okupacji niemieckiej w Polsce zakrawa na jawne pogwałcenie polskiej racji stanu, zwłaszcza jeżeli zestawi się to z opiniami przekazywanymi w latach 1945-47 przez żydowską prasę amerykańską, a obecnie wrogi Polsce, Polakom i polskości żydowski „New York Times”. Czytelnicy polscy w kraju ciągle za mało znają alarmujące ostrzeżenia głośnego polonijnego autora profesora Iwo Cypriana Pogonowskiego. Ten najwybitniejszy dziś wśród Polaków żyjących na Zachodzie znawca problematyki żydowskiej jest autorem opublikowanego już w dwóch wydaniach monumentalnego dzieła dokumentalnego "Jews in Poland" („Żydzi w Polsce”), ze wstępem znanego sowietologa żydowskiego pochodzenia - profesora Richarda Pipesa. Profesor Iwo Cyprian Pogonowski od kilku lat wytrwale i systematycznie ostrzega przed tym, co robią niektórzy bardzo wpływowi Żydzi zagraniczni, zwłaszcza amerykańscy, dla przyczernienia obrazu polskiej historii i upokorzenia Polaków. Zdaniem profesora Igo Pogonowskiego wszystko jest tylko grą wstępną zmierzającą do ułatwienia nacisków na wypłatę przez Polskę jak najwyższych „odszkodowań za żydowskie mienie". Przed tym ostrzegał wybitny żydowski politolog w USA Norman Finkelstein (autor „Przedsiębiorstwa Holocaust). W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" Norman Finkelstein powiedział, że Światowy Kongres Żydów chce szantażem zmusić Polskę do wypłaty 65-67 miliardów dolarów lobby żydowskiemu w Ameryce tytułem restytucji mienia żydowskiego w Polsce. W tym celu robi się wszystko, by upokorzyć Polskę, czym wprost otwarcie zagroził naszemu krajowi już parę lat temu jeden z czołowych przywódców żydowskich. Za jeden z istniejących przejawów tego typu propagandy wymierzonej w Polskę Pogonowski uznał całokształt twórczości Jana Tomasza Grossa, zwłaszcza jego eseje "Upiorna dekada" oraz książki „Sąsiedzi”, „Strach”, „Złote żniwa”. W ocenie prof. Pogonowskiego: „Propaganda Grossa pomaga EKSTREMISTYCZNYM ugrupowaniom żydowskim w ich próbach wymuszania od rządu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemców, Sowietów i pospolitych kryminalistów.” Aby uzyskać nakreślone wyżej cele, prowadzi się akcję ciągłego prowokowania Polaków przez kolejne agresywne zachowania. Przykłady takich działań to: usunięcia krzyża papieskiego w Oświęcimiu, próby usunięcia krzyża z Sejmu, ścięcie krzyża papieskiego na krakowskich Błoniach (antychrześcijański i antypolski akt kard. Stanisława Dziwisza i prezydenta Krakowa prof. Jacka Majchrowskiego), plany ścięcia krzyża na Giewoncie, usunięcie krzyża w Stalowej Woli i wszystkich krzyży ze Wzgórza Trzech Krzyży w Przemyślu, czy też decyzja szefa radomskiej policji Karola Szwalbego, który kazał usunąć krzyże w podległych mu komisariatach. Urządza się z inicjatywy Bronisława Komorowskiego i za zezwoleniem Hanny Gronkiewicz-Waltz lewackie awantury pod Pałacem Prezydenckim, etc. Podobnym celom służy stwarzanie różnego typu antypolskich „faktów prasowych", nagłaśnianie różnych rzekomych incydentów antyżydowskich, tak jak wymyślona afera z rzekomymi „antysemickimi" wystąpieniami na Majdanku. W Oświęcimiu odbywają się coroczne pochody wrogiej Polsce młodzieży izraelskiej, wychowywanej na żydowskim dekalogu Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak”. Jak to było możliwe, iż po dokonanym w 1940 roku przez NKWD ludobójstwie w Katyniu świat był o tej zbrodni informowany fałszywie lub w ogóle tego tematu nie poruszano? Jak to było możliwe, iż alianci: Wielka Brytania i USA w czasie II wojny światowej nie uczyniły niczego, aby przeszkodzić Hitlerowi w dokonaniu zagłady Żydów, ponadto ukrywali przez lata prawdę o Katyniu? 70 lat temu polski rząd w Londynie poinformował aliantów o masowym mordowaniu Żydów przez Niemców. Przez kolejne lata żądał podjęcia działań, które powstrzymałyby, lub uniemożliwiły Niemcom dokonania Holocaustu. Bez efektu. Owo milczące przyzwolenie światowych potęg na eksterminowanie obywateli polskich, również pochodzenia żydowskiego, to do dzisiaj wstydliwa i niewyjaśniona karta historii. Trudno się dziwić, że w państwach tych dziś ochoczo wspiera się próbę przerzucenia na Polaków współodpowiedzialności za Holocaust. Lansuje się tezy, że w czasie wojny Polacy mieli rzekomo współdziałać z niemieckimi okupantami, korzystać finansowo z Zagłady (obrzydliwa teza Jana Tomasza Grossa) lub przynajmniej biernie przyglądać się rzezi współobywateli. Fakty są oczywiście inne, to właśnie Polacy z narażeniem własnego życia i swoich rodzin ratowali Żydów i domagali się podjęcia przez aliantów działań, które położą kres ludobójstwu. Tymczasem dwaj najwięksi alianci Wielka Brytania i USA świadomie postanowiły nie reagować w sprawie zagłady Żydów. Już na początku 1940 roku dowództwo konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej poinformowało polski rząd w Londynie o prześladowaniu ludności żydowskiej. Premier i Wódz Naczelny Władysław Sikorski podzielił się tą informacją z premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchilem i brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthony Edenem. W kwietniu 1940 r. Niemcy zdecydowali o utworzeniu obozu Auschwitz–Birkenau (Oświęcim–Brzezinka). Parę miesięcy później zaczęto tam zwozić polskich więźniów politycznych, a dopiero w następnej kolejności Żydów. Aby poznać prawdę na temat sytuacji w Auschwitz, potrzebne były dokładne i bezpośrednie relacje, co tak naprawdę się dzieje w tym obozie zagłady. W połowie 1940 r. podporucznik Witold Pilecki, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, jednej z konspiracyjnych organizacji, scalonej później ze strukturami Podziemia Niepodległościowego - Armii Krajowej, przedstawił plan przedostania się do Auschwitz. Celem akcji było zebranie pełnych informacji na temat funkcjonowania obozu i zorganizowanie w nim ruchu oporu. 19 września 1940 r. Pilecki dobrowolnie dał się ująć Niemcom podczas łapanki w Warszawie, aby trzy dni później jako Tomasz Serafiński znaleźć się w obozie. To właśnie on przekazywał pierwsze źródłowe informacje o ludobójstwie, które zaczęło się w Auschwitz. Jego sprawozdanie poprzez konspiracyjną komórkę „Anna” w Szwecji zostało przesłane do Londynu. Z owego sprawozdania wynika jednoznacznie, iż jedynym sposobem ucieczki z Auschwitz był komin krematoryjny. Nie istniały żadne zwolnienia przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż, czy też przez komisję lekarską, jak kłamliwie podaje o swoim zwolnieniu na skutek rzekomej interwencji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, doradca Tuska „profesor” Władysław Bartoszewski. Czy niemiecka obozowa komisja lekarska w Oświęcimiu „zwolniłaby” z obozu chorego, obrzezanego Żyda? Zapewne tak - przez komin krematoryjny. „Zwolnienia” Żydów z obozu wyjaśnia raport Witolda Pileckiego. W posiadaniu Józefa Rosołowskiego prezesa Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych znajduje się oryginał raportu Witolda Pileckiego. (link is external) Wiosną 1941 r. Sikorski nasilił działania informujące aliantów i światową opinię o trwającym dramacie Żydów. 3 maja 1941 r. gen. Władysław Sikorski wystosował notę w języku francuskim, angielskim i hiszpańskim zatytułowaną „German occupation in Poland”, w której informował o eksterminacji Żydów. Informacje te były później wielokrotnie powtarzane przedstawicielom rządów Wielkiej Brytanii i USA. Jesienią 1941 r. władze III Rzeszy postanowiły „ostatecznie rozwiązać kwestię żydowską”. W praktyce oznaczało to wymordowanie wszystkich Żydów. Komenda Główna AK dysponowała informacjami, że w obozie w Chełmnie trwa masowe mordowanie Żydów za pomocą spalin w zamkniętych ciężarówkach! Również i o tej sprawie w grudniu 1941 r. zostali poinformowani przedstawiciele zachodnich rządów. Na przełomie lat 1941–1942 rząd Sikorskiego czynił wszystko co mógł, aby zmusić aliantów do działania. Polskie Ministerstwo Informacji wydało specjalną broszurę dotyczącą Zagłady – „Bestialstwo nie znane dotąd w historii”. Zmęczony biernością aliantów w czerwcu 1942 r. gen. Władysław Sikorski na falach rozgłośni BBC wygłosił dramatyczny apel do Anglików o podjęcie działań w celu zapobieżenia trwającej w Polsce zagładzie Żydów. Jego radiowe przemówienie rozesłane zostało później jako nota dyplomatyczna do wszystkich rządów sprzymierzonych. Bezdyskusyjnych dowodów trwającej zagłady Żydów dostarczyła misja Jana Karskiego (właściwie Jana Kozielskiego), który na polecenie polskich władz udał się do okupowanego kraju. Karski dwukrotnie przedostał się do getta warszawskiego, przebywał również dwukrotnie w obozie przejściowym w Izbicy. Jesienią 1942 r. powrócił do Wielkiej Brytanii, gdzie jako naoczny świadek opowiedział o eksterminacji Żydów. W oparciu o przywiezione przez Karskiego dokumenty w grudniu 1942 r. minister spraw zagranicznych Edward Raczyński przygotował i przedstawił aliantom szczegółowy raport o Holocauście. Karski został przyjęty również przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Roosevelta. Jan Karski spotkał się w Ameryce z wieloma wybitnymi osobistościami Ameryki – politykami – przedstawicielami mediów i świata artystycznego. Wszędzie apelował o ratunek dla zabijanych Żydów. Bez rezultatu. 10 grudnia 1942 r. Sikorski wydał kolejną notę do Narodów Zjednoczonych, w której nawoływał do przeciwstawienia się trwającej eksterminacji „obywateli polskich żydowskiego pochodzenia”. Noty dyplomatyczne poświęcone losom ludności żydowskiej wysyłał dwukrotnie do rządów sprzymierzonych ambasador RP w Londynie Edward Raczyński. Z podobnym apelem do międzynarodowej społeczności zwróciła się także Polska Rada Narodowa w Londynie. 18 grudnia 1942 r. Prezydent Rzeczypospolitej Władysław Raczkiewicz wezwał papieża Piusa XII do przerwania milczenia i wzięcia w obronę mordowanych Żydów i Polaków. W Polsce jako jedynym państwie okupowanym przez Niemcy za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Zabijano nie tylko „winowajców”, ale także ich rodziny. Mimo to od samego początku władze Polski Podziemnej zaangażowały się w pomoc. Już od początku 1941 r. w Komendzie Głównej Armii Krajowej istniał Referat Żydowski, który zbierał informacje o losach polskich Żydów. 4 grudnia 1942 r. została założona Rada Pomocy Żydom „Żegota” jako kontynuacja działającego od września 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom. Przy Delegacie Rządu RP na Kraj działała Rada Pomocy Żydom – polska humanitarna organizacja podziemna działająca w latach 1942-1945, jako organ polskiego rządu na uchodźstwie, której zadaniem było organizowanie pomocy dla Żydów w gettach oraz poza nimi. Rada działała pod konspiracyjnym kryptonimem Żegota. W marcu 1943 r. powołano Referat Żydowski w ramach Delegatury Rządu na Kraj, który przekazywał „Żegocie” fundusze na akcje pomocy i przesyłał raporty dla rządu w Londynie. Gdy w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki uciekł z Auschwitz, przekazał na zachód kolejne dowody na trwające tam ludobójstwo Żydów. Polacy rozważali także desperacki atak na Auschwitz (broniło go 8 tys. esesmanów), aby zwrócić uwagę na zagładę Żydów. W lipcu 1943 r. „Żegota” wystosowała propozycję, aby rząd w Londynie zwrócił się oficjalnie do aliantów z prośbą o wymianę ludności żydowskiej na obywateli niemieckich. Także Kościół katolicki nie pozostał obojętny na Holocaust. 14 grudnia 1942 r. przebywający w Londynie biskup włocławski Karol Radoński ostro potępił w radiowym przemówieniu działania Niemców – „jeżeli chodzi o ludność żydowską to męka jej przewyższa wszystko co cokolwiek nienawiść i dzikość ciemiężcy zdolna jest wymyślić[…] jako biskup polski z całą stanowczością potępiam zbrodnie dokonywane na ludności żydowskiej”. Papież Pius XII uratował więcej Żydów niż wszyscy inni polityczni i religijni przywódcy świata razem wzięci. Izraelski historyk i dyplomata Pinchas Lapide szacował, że Pius XII ocalił blisko 900 tysięcy ludzi! „Zrobiłem kiedyś szacunki i oznacza to, że 20 procent żyjących obecnie na świecie Żydów istnieje dzięki niemu” – Powiedział Pinchas Lapide. To Pius XII nakłaniał admirała Miklosa Horthy'ego, żeby powstrzymał deportacje węgierskich Żydów do Auschwitz. Tylko ta interwencja uratowała 200 tysięcy ludzi. Rządy USA i Wielkiej Brytanii były głuche na informacje o zagładzie Polaków i obywateli polskich pochodzenia żydowskiego w Polsce. Noty polskiego rządu spotykały się z obojętnością. Gdy na początku grudnia 1942 r. gen. Władysław Sikorski po raz kolejny nawoływał do zniszczenia bombami torów dojazdowych, komór gazowych i krematoriów w obozach zagłady w okupowanej Polsce, Churchill enigmatycznie obiecywał zająć się tą kwestią. Fakty są takie, że techniczne naloty na teren Oświęcimia były możliwe od 1942 r., a w 1944 r. przeprowadzano je regularnie. W 1944 r. o bombardowanie szlaków komunikacyjnych do niemieckich obozów zagłady prosili już nie tylko Polacy, ale także amerykańskie organizacje żydowskie. Brytyjczycy posiadali informacje na temat zagłady Żydów nie tylko od Polaków. Na przykład udało im się przechwycić depesze chilijskiego konsula w Protektoracie Czech i Moraw, które donosiły o początkach zagłady Żydów. Churchill nie tylko milczał. Firmował bowiem politykę brytyjskich władz w Palestynie, które skrupulatnie pilnowały, aby nie napływali do niej uciekający przed Holocaustem europejscy Żydzi. Gdy w grudniu 1940 r. do brzegów Palestyny dopłynął statek „Salvador” z kilkuset nielegalnymi imigrantami, brytyjskie władze nie pozwoliły mu dopłynąć do Haify. Statek zatonął. Takich incydentów na palestyńskim wybrzeżu w latach 1940–1942 było wiele. Aby zrozumieć obojętność Brytyjczyków trzeba znać realia tamtej epoki. Nie tylko Niemcy uważali się za lepszych rasowo (rasę panów). Podobnie uważali Brytyjczycy. Churchill wielokrotnie powtarzał we are superior (jesteśmy najlepsi). Dla brytyjskiej elity Żydzi, Arabowie, Hindusi, murzyni byli jedynie lesser races, czyli niższymi rasami. Sprawa zagłady Żydów zwyczajnie nie dotyczyła Brytyjczyków. Podobnie zachowywał się rząd USA i amerykańskie elity. Prezydent Franklin. D. Roosevelt po prostu zabijał milczeniem polskie wołania o położenie kresu zagładzie. Roosevelt był skutecznym, cynicznym politykiem. Warto przypomnieć, że zgodził się, aby Stalin przypisał Niemcom odpowiedzialność za mord w Katyniu, bo nie chciał tłumaczyć wyborcom, dlaczego pomagają jednemu zbrodniarzowi w walce z drugim. W sprawie Holocaustu Roosevelt dostrzegał zagrożenie dla swojego wizerunku. Wiedział bowiem, że gdyby podjął jakiekolwiek działania, mogłyby być przez opinię publiczną uznane za niewystarczające. Dlatego właśnie wolał milczeć. Gdy pod koniec października 1943 r. do Białego Domu przybyła delegacja amerykańskich rabinów, Roosevelt wymknął się potajemnie z Białego Domu, aby po raz kolejny uniknąć rozmowy na ten temat. O tym, że była to przemyślana polityka, świadczą działania amerykańskiego Departamentu Stanu. Na początku 1943 r. urzędnicy odcięli amerykańskiej prasie dostęp do informacji o Zagładzie, jakie napływały od środowisk żydowskich ze Szwajcarii. Kilka tygodni później na tajnej konferencji amerykańsko-brytyjskiej na Bermudach podjęto decyzję, że alianci nie podejmą specjalnych działań, aby przerwać Zagładę. Przebieg tej konferencji do tej pory owiany jest tajemnicą. Dokumenty brytyjskie wciąż pozostają tajne. Amerykańskie odtajniono w niewielkim stopniu. Rządy USA i Wielkiej Brytanii tylko raz oficjalnie odniosły się do Zagłady. 17 grudnia 1942 roku wydały notę dyplomatyczną, że po wojnie „winni nie unikną odpowiedzialności”. O ile Amerykanie i Brytyjczycy zwyczajnie ignorowali Holocaust, to trzeci co do ważności aliant zachodni - Francuzi brali w nim czynny udział. Francuski rząd Vichy od samego początku starał się „zaimponować” Niemcom swoim antysemityzmem. Jeszcze w październiku 1940 r. z III Rzeszy do Francji przetransportowano sześć tysięcy Żydów. W tym samym miesiącu wdrożono antyżydowskie ustawodawstwo i rozpoczęto prześladowania. Żydom zakazano wykonywania określonych zawodów, a Żydów-cudzoziemców internowano w obozach. Po tym nastąpiła rejestracja i konfiskata majątków. Władze Vichy były gotowe zintensyfikować prześladowania Żydów, byle tylko odebrana im własność trafiła do Francuzów. Władze Vichy same organizowały transporty do Auschwitz. Pierwszy z nich ruszył do Polski 27 marca 1942 r., zaś ostatni odjechał w lipcu 1944 r., już po lądowaniu aliantów w Normandii. Amerykański historyk Robert Paxton przekonywał w wydanej w 1972 r. książce „Francja Vichy”, że Niemcy utrzymywali we Francji znikome siły okupacyjne, bo większość zadań wykonywali sami Francuzi. Najlepszym komentarzem do całej sprawy jest spór pomiędzy francuskimi kolejami państwowymi a rządem o rachunki za wywóz Żydów do obozów śmierci w Polsce. Ponieważ nie zapłacił ich rząd Vichy, władze firmy domagały się uregulowania rachunków za tę usługę jeszcze rok po zakończeniu wojny. Te fakty wyglądają ciekawie na tle publikacji współczesnych mediów francuskich, piętnujących rzekomy polski antysemityzm i „polskie obozy zagłady”. TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „WARSZAWSKA GAZETA” 20 WRZEŚNIA 2013 r.
- Czy złoży Pan krytykę wiersza swojego teścia Juliana Kornhausera o mordowaniu żydowskich dziewczynek pałkami przez żołnierzy Polski Podziemnej w czasie tzw. pogromu kieleckiego?Jest to kłamstwo historyczne i literackie, ubliżające Narodowi Polskiemu. Czas naprawiać krzywdy nam ów "literacki" paszkwil Pana teścia Juliana Kornhausera:WIERSZ O ZABICIU DOKTORA KAHANE"A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie,żeby pana swego, Seweryna Kahane,zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowychiże tako marnie zeszli od nierównia swojego!Chciałci i jego bracia miła królowi służyćswą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go milicjanci, kieleccy rodziceświętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli!Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli,Polacy, kielczanie jako psy śmierci poznali, szkarady posłuchali,krwią splamili przyjacioły, na bruk ich Polaków zamknięty w obozie, w barakudrży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkachdobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew".Napisał Julian Kornhauser (ur. 20 września 1946 w Gliwicach) – polski poeta, prozaik, krytyk literacki, eseista, autor książek dla dzieci, znawca i tłumacz literatury serbskiej i chorwackiej, współtwórca grupy literackiej „Teraz”, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest jednym z najbardziej znanych przedstawicieli poetyckiej Nowej Fali z lat 70. XX wieku. Ojciec Pierwszej Damy Pani Agaty Kornhauser - Dudy. Wiersz jest ogniwem cyklu "Żydowska piosenka" z tomu Kamyk i za: J. Kornhauser, Wiersze zebrane, pod red. A. Glenia i J. Kornhausera,Wydawnictwo WBPiCAK, Poznań 2016, s. 426. Redakcja Adam Zagajewski, Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki - "Strony Poezji - Monografie"."Monografie w toku. Kompendia multimedialne" pod redakcją Pawła Czy tak kłamliwie może przebiegać edukacja historyczna w suwerennej i niepodległej Polsce?- Czy Pan Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na taką "edukację " zezwala?Powyższe pytania zadaję Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej jako kombatant i członek Środowisk Aleksander Szumański , świadek historii - dziennikarz niezależny, korespondent światowej prasy polonijnej, akredytowany (USA) w Polsce w latach 2005 - 2012, ścigany i skazany na śmierć przez okupantów - Osoba Represjonowana - zaświadczenie o uprawnieniach Kombatantów i Osób Represjonowanych nr B 18668/ ( )
KŁAMSTWO KIELECKIE Z "WIERSZEM O ZABICIU DR KAHANE W TLE". POGROM UBECKI A NIE KIELECKI. "DZIELNI CHŁOPCY Z ORZEŁKAMI NA CZAPKACH DOBIJAJĄ DZIEWCZYNKI ŻYDOWSKIE RURKAMI NA ODLEW" - JULIAN KORNHAUSER - WIERSZ O ZABICIU DR KAHANE. WYROKI ZZA BIURKA ŻYDOWSKICH ZBRODNIARZY UB I MO. ŻYDOWSKI KAT UB ADAM HUMER WYDAWAŁ ZZA BIURKA DYSPOZYCJE "POGROMU KIELECKIEGO". "DZIELNI CHŁOPCY Z ORZEŁKAMI NA CZAPKACH DOBIJAJĄ DZIEWCZYNKI ŻYDOWSKIE RURKAMI NA ODLEW" - JULIAN KORNHAUSER - "WIERSZ O ZABICIU DR KAHANE". To nie „mieszczanie kielczanie” zabili doktora Kahanego (i inne ofiary tzw. "pogromu kieleckiego" 4 VII 1946 r.), lecz Żydzi z MO i KBW.. Na rozkaz! Wśród „morderców zza biurka” byli ludzie różnych narodowości, Polacy, Ukraińcy (np. tow. Adam Umer, potem znany jako Adam Humer żydowski kat ) i Rosjanie, a także inni Żydzi. ADAM HUMER - STALINOWSKI ZBRODNIARZ WOJENNY, ŻYD - SKAZANY W III RP W stalinowskiej Polsce jeden z najbardziej wpływowych, a zarazem okrutnych ubeków. Był panem życia i śmierci wielu polskich patriotów. Jego nazwisko budziło wśród więźniów bezpieki powszechną grozę. Adam Humer prowadził najważniejsze dla komunistycznej partii i państwa śledztwa polityczne - pisze Tadeusz Płużański w artykule dla To on nadzorował sprawy przeciwko powojennemu antykomunistycznemu podziemiu: pięciu kolejnym zarządom Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz trzem komendom Narodowych Sił Zbrojnych. To on rozpracowywał opozycyjne Polskie Stronnictwo Ludowe, przesłuchując jej prezesa Stanisława Mikołajczyka. Większość śledztw kończyła się wyrokami śmierci podczas sfingowanych procesów. Adam Humer zatwierdził akt oskarżenia wobec rtm. Witolda Pileckiego, zamordowanego następnie strzałem w tył głowy w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Taka sama śmierć spotkała też przedwojennego polityka narodowego Adama Doboszyńskiego, nad którym Humer znęcał się ze szczególnym bestialstwem. Innego narodowca - Tadeusza Łabędzkiego 9 czerwca 1946 r. zakatował na śmierć, a jego ciało zostało następnie wywiezione potajemnie z aresztu przy ul. Rakowieckiej i zrzucone do bezimiennego dołu śmierci na warszawskiej "Łączce". Adam Humer osobiście torturował również więźniów-księży, w tym ordynariusza kieleckiego, biskupa Czesława Kaczmarka, któremu podczas pokazowego procesu komuniści zarzucili szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych i Watykanu. Tego, jak zniszczyć człowieka, uczył się w swojej prawdziwej ojczyźnie: ZSRS, prawdopodobnie w eksperymentalnej jednostce zajmującej się "praniem mózgu": obozie NKWD nr 388 w Stalinogorsku (dziś Nowomskowsk w środkowej Rosji). DZIAŁALNOŚĆ ANTYPOLSKA Adam Humer urodził się w 1917 r. w Camden w USA jako Adam Teofil Umer, w polsko-żydowskiej rodzinie Otylii i Wincentego. W bezpiece dochrapał się stanowiska wicedyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i stopnia pułkownika. Ojciec Wincenty został zabity z wyroku Polskiego Państwa Podziemnego 31 maja 1946 r. w Kmiczynie na Lubelszczyźnie, gdzie jako przedstawiciel nowej komunistycznej władzy przeprowadzał reformę rolną i agitował za referendum ludowym. Wtedy wyroki śmierci wydano również na Adama i jego brata Edwarda, nie zostały one jednak wykonane. Adam miał jeszcze dwie siostry: Wandę i Henrykę Umer - również komunistyczne działaczki PPR. Już w czasie studiów Adam Umer wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży Zachodniej Ukrainy, co po 1944 r. zaprowadziło go - w sposób dla funkcjonariuszy komunistycznych naturalny - do PPR i PZPR. Przed wojną był zaangażowany w zamachy na urzędników państwowych II Rzeczpospolitej, żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego. Nie trzeba chyba dodawać, że była to działalność jednoznacznie antypolska. KIELCE - PROWOKACJA SOWIECKA POGROM UBECKI A NIE KIELECKI POLACY TO ANTYSEMICI MORDERCY ŻYDÓW Kiedy we wrześniu 1939 r. Tomaszów Lubelski, gdzie mieszkał, zajęła armia sowiecka, Adam Humer mógł ujawnić się i oficjalnie wystąpić jako wróg Polski. Aby swoim kolegom-komunistom pomóc obalić "pańską, burżuazyjną Polskę", razem z innymi członkami KZMZU zorganizował Powiatowy Komitet Rewolucyjny i został jego wiceprzewodniczącym. Po wyjeździe w połowie października 1939 r. do Lwowa wstąpił na kurs prawa na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie został "brygadierem grupy propagandowej". Od marca 1941 r. członek Wszechzwiązkowego Leninowskiego Związku Młodzieży Komunistycznej we Lwowie. Po powrocie do Tomaszowa Lubelskiego ukrywał się, a z chwilą sowieckiego "wyzwolenia" w 1944 r. organizował terenowe Rady Narodowe. W jednej z nich - Powiatowej Radzie Narodowej w Tomaszowie Lubelskim - został kierownikiem Wydziału Propagandy i Informacji. W Tomaszowie Lubelskim również - 12 września 1944 r. - rozpoczął "służbę" w bezpiece. Wtedy jeszcze używał rodzinnego nazwiska Umer. W tomaszowskim UB pracował razem ze wspomnianym młodszym bratem Edwardem Umerem. Walczyli z "bandami", czyli Podziemiem Niepodległościowym. Po nieudanym zamachu podziemia na ich szefa - Aleksandra Żebrunia, Umerowie przenieśli się do Lublina. Tu też zwalczali "bandy". Od września 1944 r. do lutego 1945 r. Adam Umer był kierownikiem sekcji śledczej Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie. Potem bracia przenieśli się do Warszawy. Obaj, jako wybitni specjaliści od łamania kręgosłupów, bez trudu znaleźli pracę w centrali resortów siłowych. Edward Umer trafił do Informacji Wojskowej, Adam Umer do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Wtedy, zapewne po to, aby zmylić trop zamachowców, do nazwiska dodał sobie "H" i został Humerem. W stolicy dochrapał się stanowiska wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP. Nie prowadził wyłącznie pracy "biurowej", czyli przesłuchań. Prócz zwalczania "reakcyjnego podziemia" był obecny np. podczas tzw. POGROMU KIELECKIEGO w lipcu 1946 r. - prowokacji sowieckich służb specjalnych mającej pokazać światu, że POLACY TO ANTYSEMICI, MORDERCY ŻYDÓW. Józef Dusza, podpułkownik UB, tak zeznawał o stalinowskich metodach śledczych: "Od chwili, gdy zacząłem pracować na Mokotowie, zetknąłem się z faktami bicia więźniów. (...) Tych metod nauczyłem się od swych przełożonych, którzy sami bili więźniów. Przychodzili oni w czasie przesłuchań i sami bili oraz dawali nam polecenia bicia więźniów. Byli to między innymi Różański, Czaplicki, Humer, Serkowski, Imiołek vel Śliwa i wielu innych, których nazwisk nie pamiętam. Były wypadki, których dokładnie nie pamiętam, że już na Koszykowej przywożono pobitych więźniów. Wszyscy oficerowie śledczy stosowali w różnych fazach i różnych rozmiarach niedozwolone metody. Taka była atmosfera i takie nastawienie otrzymywaliśmy od swoich przełożonych". Żyjący do dziś w Warszawie Wiktor Leszkowicz, w stalinizmie wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP, podpułkownik bezpieki, podczas procesu Humera w III RP zeznawał jako świadek. Leszkowicz potwierdzał, że pamięta swojego przełożonego, ale pytany o konkretne sprawy i rozkazy, dostawał amnezji. Żadnych metod śledczych stosowanych przez Humera i wymaganych przez niego wobec podwładnych nie kojarzył. Czyli, innymi słowy, Leszkowicz nie miał pojęcia, co działo się w jego pracy, a więc w areszcie śledczym MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Katowany w śledztwie as polskiego lotnictwa, Stanisław Skalski, zapamiętał: "Wszedł z różnego kalibru gumami major Szymański. Midro, Szymański, Serkowski i Humer znęcali się nade mną. Bity od pięt do głowy straciłem poczucie czasu. Nagi znalazłem się w odchodach karceru". ADAM DOBOSZYŃSKI Adam Humer prowadził również sprawę narodowca Adama Doboszyńskiego. Potem zeznawał przeciwko niemu przed stalinowskim sądem, potwierdzając, że "osobiście przesłuchiwał" oskarżonego. Stwierdził, że Doboszyński początkowo "był arogancki i odmawiał zeznań", ale w końcu, przytłoczony wiedzą i dociekliwością śledczych, musiał powiedzieć prawdę. Po przyznaniu się do winy Doboszyński miał się zwierzyć Humerowi: "Jestem szczęśliwy, że mogę po tylu latach zrzucić nareszcie ten kamień z serca, zrzucić z siebie tę zmorę, która mnie dręczyła przez szereg lat". Przed sądem Doboszyński mówił co innego, tak relacjonując swoje śledztwo nadzorowane przez Humera: "Przyszedł moment, że władze śledcze wysunęły zarzut mojej współpracy z wywiadem niemieckim, jak wnioskowałem, opierając się na fałszywych zeznaniach Kowalewskiego ["agent celny", czyli kapuś w celi - TP]. Przez dłuższy czas opierałem się i nie chciałem się przyznać do tego faktu, który nie jest prawdą. W miarę moich rozmów z oficerami śledczymi przekonałem się, że władze śledcze mają całą koncepcję mojej współpracy. [...] Walczyłem dalej. Wtedy rozpoczęła się na mnie presja fizyczna [...] 4 doby byłem bity i męczony bez przerwy. [...] Po tych 4 dobach widząc, że wyjdę z tych męczarni w najlepszym dla mnie razie ze zdrowiem zrujnowanym tak, że nawet wyrok uniewinniający będzie dla mnie bez wartości [...] postanowiłem przyznać się do czynów niepopełnionych. [...] Śledztwo trwało przez dwa lata. Musiałem brnąć dalej i komponować, bo byłem zagrożony w każdej chwili tym, że ponownie zaczną się represje". Jadwiga Malkiewiczowa (siostra Doboszyńskiego, więziona na Mokotowie w ramach odpowiedzialności rodzinnej i bardzo brutalnie traktowana), w książce "Wspomnienia więzienne" napisała: "Widząc przed sobą mikrofony [na sali sądowej - TP], Adam wierzył, być może, że radio transmituje w całości jego słowa [przekazy radiowe, podobnie jak późniejszy stenogram z procesu, też zostały spreparowane - TP]". ODPOWIEDZIALNOŚCI NIE PONOSI Zwolniony ze stanowiska 31 grudnia 1954 r., z resortu 31 marca 1955 r. W piśmie płk Mikołaja Orechwy, dyrektora Departamentu Kadr i Szkolenia MBP/Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego z 8 stycznia 1955 r. czytamy: "Ppłk Humer był długoletnim V-Dyrektorem Departamentu Śledczego w b. MBP i na nim ciąży odpowiedzialność za wadliwe metody w pracy oraz wszystkie braki tamtego odcinka. Jednak jak ustaliła Komisja wyłoniona przez Biuro Polityczne KC PZPR ppłk Humer za niedozwolone metody w śledztwie osobiście odpowiedzialności nie ponosi." Czyli sprawę zbrodni Adama Humera zamieciono pod dywan, a wiadomo, że nie tylko tolerował znęcanie się nad aresztowanymi, ale znęcał się nad nimi osobiście. Po zwolnieniu z bezpieki Humer został przeniesiony do Ministerstwa Rolnictwa, w którym pracował na stanowisku starszego radcy w Gabinecie Ministra. Szybko wrócił jednak do resortu (przemianowanego z UB na SB), pełniąc funkcję oficjalnego doradcy, specjalizującego się w zwalczaniu polskiego ruchu narodowego. Władze PRL odznaczyły go Krzyżem Kawalerskim i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymywał emeryturę dla zasłużonych, cieszył się przywilejami kombatanckimi. W 1992 r. został tymczasowo aresztowany, a dwa lata później skazany na dziewięć lat więzienia za wymuszanie zeznań torturami. Udowodniono mu udział w wielu przesłuchaniach, upokarzanie, głodzenie i torturowanie więźniów politycznych. Zeznająca na procesie szyfrantka AK Maria Hattowska zapamiętała, jak Humer kopał ją i bił nahajką zakończoną metalową kulką w krocze. Po 150 uderzeniach w nerki zmęczył się i oddał narzędzie innym, by bili ją dalej. W trakcie innego przesłuchania - zeznawała - zadzwonił telefon, Humer podniósł słuchawkę i powiedział, że nie wróci do domu na kolację, bo jest bardzo zajęty. Po chwili znów przystąpił do bicia. Będącą już w agonii dziewczynę cudem odratował lekarz. Oczywiście Humer utrzymywał, że w przesłuchaniu Hattowskiej nigdy nie brał udziału. W 1996 r., po apelacji złożonej przez obrońców, Sąd Wojewódzki w Warszawie (drugiej instancji) zmniejszył mu wyrok do siedmiu i pół roku więzienia. Okazało się, że zgodnie z kodeksem karnym z 1932 r., który obowiązywał również w latach 50., kiedy oskarżony popełnił zarzucane mu przestępstwa, jest to najwyższa kara, jaką mógł otrzymać. Dokumentalistka Alina Czerniakowska, która filmowała proces Adama Humera, wspomina: "Napluł mi na kamerę, mam taki kadr. Jak byli funkcjonariusze UB wychodzili z sądu, to ludzie ustawili się szpalerem i mówili o nich, że to są bandyci, łobuzy. Humer był cyniczny, machnął ręką, że jego to w ogóle nie obchodzi. Oskarżycielem posiłkowym była wtedy pani mec. Izabela Skorupkowa. Powiedziałam jej wtedy, może naiwnie, że w każdym z tych zbrodniarzy, Humerze i kolegach jest jakaś odrobina człowieczeństwa, że wiedzą, że robili źle. Ona mi odpowiedziała, że tam nikogo takiego nie ma, że oni są do szpiku kości zepsuci, że to są bandyci, którzy dziś zrobiliby to samo." Wyrok na Humera stał się potem precedensem w ściganiu zbrodni komunistycznych i zbrodni przeciwko ludzkości, które nie ulegają przedawnieniu. Jednak ten ubecki oprawca, jako jeden z nielicznych trafił - i to na moment - za kraty. Zmarł podczas przerwy w wykonywaniu kary w listopadzie 2001 r. w Warszawie. Tadeusz Płużański JULIAN KORNHAUSER - WIERSZ O ZABICIU DR KAHANE A poniżej wiersz Juliana Kornhausera, ojca Pierwszej Damy, teścia prezydenta Andrzeja Dudy. Julian Kornhauser - poeta, prozaik, krytyk literacki, znawca i tłumacz literatury serbo-chorwackiej, profesor Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jeden z czołowych reprezentantów poetyckiej Nowej Fali lat 70. W ramach projektu udostępnimy jego tom z 1978 roku pt. "Zjadacze kartofli". Od lat wiersz Juliana Kornhausera (prywatnie ojca Agaty Kornhauser - Dudy) opublikowany w zbiorze „Kamyk i cień” wpisuje się w komunistyczną narrację o rzekomo spontanicznym ataku polskiej ludności Kielc na ocalałych z Holokaustu Żydów. PROWOKACJA KIELECKA 1946 PODTRZYMYWANA DO DZISIAJ WIERSZ O ZABICIU DOKTORA KOHANE "A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie, żeby pana swego, Seweryna Kahane, zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami! Boże że go pożałuj i wszech synów Dawidowych iże tako marnie zeszli od nierównia swojego! Chciałci i jego bracia miła królowi służyć swą chorągiew mieć, ale żołnierze dali go zabić. Żołnierze, milicjanci, kieleccy rodzice świętości nie mieli, bezbronne dzieci zatłukli! Zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli, Polacy, kielczanie jako psy kłamacze. Okrutność śmierci poznali, szkarady posłuchali, krwią splamili przyjacioły, na bruk ich wyrzucili. Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew" KRYTYKA LITERACKA UTWORU Utwór zapewne nie liryczny. Twarda dramatyczna epika, a jako taka powinna służyć faktom - prawdzie. Uogólnia zbrodniarzy "(...) kielczanie jako psy klamacze(..)." (...) zabiwszy, ulicami powlekli, bić Żydów krzyczeli(...)"."(...) A jacy to źli ludzie mieszczanie kielczanie, żeby pana swego Seweryna Kahane zabiliście, chłopi, kamieniami, sztachetami!(...)". Takie wersy przypominają Wisławę Szymborską, tu metaforycznie "(...) Lenin nowego człowieczeństwa Adam(...)". Ujmując ogólnie literacko formę, utwór nawet nie jest wierszem, lecz grafomańską prozą epicką w całości prezentującą "Kłamstwo kieleckie". zwieńczone atakiem na żołnierzy Podziemia Niepodległościowego, którzy nic wspólnego nie mieli z tzw. pogromem kieleckim. Tu cytat - "(...) Bóg Polaków zamknięty w obozie, w baraku drży, gdy dzielni chłopcy z orzełkami na czapkach dobijają dziewczynki żydowskie, rurkami, na odlew(...)". Nie jest to wiersz lecz proza. Zapewne autor miał na myśli prozę liryczną, lecz wyraźne jest tu naśladownictwo obrazoburczego "Malowanego ptaka" Jerzego Kosińskiego(Józefa Lewinkopfa), który w obliczu sławy autora stał się pierwszym atakiem na Polskę i Polaków. Zapoczątkował on serię ataków na Polskę obarczających Polków odpowiedzialnością za Holokaust, mord 3 milionów Żydów polskich Całej w wywiadzie dla "Rzeczypospolitej", w następnych publikacjach Jana Tomasza Grossa z Ireną Grudzińską - Gross, "Sąsiedzi", "Strach", "Złote żniwa", czy też "Jest taki piękny, słoneczny dzień" Barbary Engelking - Boni, żony esbeka Michała Boni TW "Znak", doradcy premiera w rządzie Donalda Tuska, który również donosił na Tadeusza Mazowieckiego. Jerzy Kosiński za ten fałsz historyczny zapłacił wysoką cenę. Popełnił samobójstwo, gdy okazało się, iż nie on jest autorem tego paszkwilu podszywającego się pod jego autorstwo za co wysko zaplacił figurantom literackim. Następna książka Jerzego Kosińskiego okazała się plagiatem "Kariery Nikodema Dyzmy" za co został wydalony z amerykańskiego Pen Clubu. Wydało się, iż Kosiński nie jest twórcą, oczywiście też nie literatem. W literaturze pięknej dozwolony jest mistycyzm liryczny, ale już nie kłamstwo historyczne naruszające czyjeś dobra, niezależnie od formy utworu. Takie przesłanie kłamstwa historycznego odzwierciedla "Wiersz o zabiciu dr Kohane". Jest paszkwilem na Polskie Państwo Podziemne, na Żołnierzy Niezłomnych (Wyklętych) ratujących życie również obywatelom polskim pochodzenia żydowskiego na przykładzie obozu koncentracyjnego w Holiszowie, gdzie Żołnierze Wyklęci wyzwolili z hitlerowskiej kaźni europejskie Żydówki z Polski narażając własne życie. Prowokacyjny tekst obrony kłamstwa kieleckiego przez autora Juliana Kornhausera jest w tej formie i treści aż nader oczywisty. Rzekomy pogrom Żydów w Kielcach był pogromem ubeckim i NKWD, jak wskazują badania i historyczne fakty. Uczynić z Polaków antysemitów i morderców usiłuje przede wszystkim propaganda komunistyczna i żydowskiego lobby w Stanach Zjednoczonych, żądającego od Polski 65 miliardów dolarów amerykańskich tytułem restytucji mienia żydowskiego. Owe żądania idą w parze z rabunkami prywatyzacyjnymi w Polsce w Warszawie dokonane pod przewodem Żydówki Hany Grundbaum vel Hanny Gronkiewicz -Waltz, wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej, obecnej wieloletniej prezydent Warszawy, której mąż za jej wiedzą ukradł kamienicę przy ul. Noakowskiego 16 w Warszawie wartości wielu milionów złotych. Żyd Julian Kornhauser - poeta, prozaik, krytyk literacki swoim tytułem "Wiersz o zabiciu dr Seweryna Kahane" zaprzecza przesłaniom polskiej literatury pięknej, a tym samym wplata się w krąg zajadłych wrogów Rzeczypospolitej Polskiej i nie może być uważany za polskiego poetę, prozaika, a do krytyka literackiego owa postać nie ma odniesienia. PREZYDENT ANDRZEJ DUDA O WIERSZU JULIANA KORNHAUSERA "WIERSZ O ZABICIU DR KAHANE" Wirtualna Polonia: Ceni pan twórczość swojego teścia Juliana Kornhausera? - Bardzo. WP: Zacytuje pan fragment jakiegoś jego wiersza? - Cicho, pusto, złoty świecznik błyszczy się jak oko lisa... WP: Na pewno dotarły do pana zarzuty o antypolski charakter jednego z jego utworów. - Nie jest to utwór antypolski. Uważam, że artysta ma prawo wyrażać swoje odczucia. ŻYDOM KOMUNISTOM NIE PRZESZKADZAŁO, ŻE ZGINĄ ICH RODACY WYZNAWCY MOZAIZMU Takie kłamstwo jest w Polsce karalne. Dzisiejsze badania pokazują aż nadto dobitnie, że nie zabijali Kielczanie. Ani nie organizowali tego pogromu. Winni są oni sami prowadząc politykę napędzania obywateli Izraelowi, który miał powstać w 1948 roku To już jest udowodnione. Kielczanie jak i polski rząd powinien założyć sprawę sądową. Szczególnie uderza to w Pana Prezydenta RP Andrzeja Dudę i jego małżonkę Agatę Kornhauser - Dudę. Stawia ją w sytuacji dwuznacznej. Jako żona prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej powinna się odnieść do takiego kłamstwa. Rzeczywiście stawia ją to w trudnej sytuacji. Albo opowie się po stronie prawdy, wówczas zaprzeczy własnemu ojcu, ale stanie w prawdzie i w obronie godności Polaków, albo po stronie kłamstwa. Milczenie w tej tak dramatycznej treści - kłamstwie nie mającego nic wspólnego z literaturą piękną nie przystoi Pierwszej Damie. Czy to jest znowu sterowane przez żydowską politykę? Synowie kłamstwa kręcą sami sobie bicz. Kto ich wpędza w te wszystkie kłamstwa? Znowu ten biedny naród żydowski daje się manipulować. Co oni robią z tymi ludźmi? Polska jest ostatnim krajem, który ich jeszcze toleruje. To że zrezygnowali z przeprowadzenia zamachu terrorystycznego podczas ŚDM powstrzymała chyba jedynie krucjata róźańcowa za ojczyznę. Inaczej byłaby to kropla przelewająca dzban. Jednak tą kroplą może być każde dalsze kłamstwo i oskarżenia rozpowszechniane w całym świecie. Żydzi powinni się otrząsnąć z tego swojego serwilizmu i totalitaryzmu. Wszak żyją w Polsce już tyle lat, że jakiś cień Prawdy powinien do ich umysłów już trafić. Opracował Aleksander Szumański krytyk literacki, dziennikarz niezależny akredytowany (USA) w Polsce w latach 2005 - 2012, - korespondent światowej prasy polonijnej, "Głos" Toronto, "Kurier" Chicago, "Wiadomości Polonijne" Jahannesburg, "Lwowskie Spotkania", "Dziennik Związkowy" Chicago, "Lwów i Kresy" Londyn, "Głos Kresowian" Warszawa, "Orzeł Biały" Lublin; "Wołanie z Wołynia" Łuck, "Radość wiary" Lwów, "Wołyń bliżej" Janów Lubelski, "Wici Polonijne" Tarnów - Warszawa; lata 2005 - 2012, "Warszawska Gazeta" Warszawa 2012 - 2015, "Nasza Polska" do 2015,"Nasz Dziennik" 2002, 2005. Aleksander Szumański, rocznik 1931, świadek historii ścigany i skazany na śmierć przez okupantów niemieckich. Kombatant - Osoba Represjonowana - zaświadczenie o uprawnieniach Kombatantów i Osób Represjonowanych nr B 18668/KT3621
Wydawnictwa / Biblioteka Krytyki Literackiej / Języki rzeczywistości. O twórczości Juliana KornhauseraSpis treści: Rozdział I Żywot dyskretny. Biografia Juliana Kornhausera Rozdział II Obroty prawdy. O twórczości Juliana Kornhausera 1. Drogi poezji 2. Obrazy prozą Rozdział III „Zmysł udziału”. Interpretacje wybranych utworów 1. „Wyprzedzaj poeto”. Siła ironii nowofalowej poezji 2. „Pejzaż Murnau”. Zamieszkać (choćby na chwilę) w obrazie. Wariacja na temat Wassilego Kandinskiego 3. „Et in Arcadia ego”. Zapach spokoju 4. „Moja kochana mama”. Wiersz w kilku odsłonach Poezja Nastanie święto i dla leniuchów (1972) Goya. Nastanie święto i dla leniuchów; Goya. Kto traci rozum, temu jawią się potwory; Hölderlin; Zima (Brueghel); W fabrykach udajemy smutnych rewolucjonistów (1973) Czy jest młody poeta?; Choroba; Klasztor w Maulbronn; Poezja; Próba; Jak zobaczysz tłum, wracaj szybko do domu; Apel; Przemówienie; Cylinder; Zabójstwo (1973) Zabójstwo; Wszystko jest proste; Lekcja o przyimku; Urząd poezji; Stan wyjątkowy (1978) Traktat poetycki Zjadacze kartofli (1978) Większa wartość; Wyprzedzaj, poeto; Dziecko patrzy, jak piszę; Osiem linijek; Oskarżenie; Pejzaż z Murnau (Kandinsky, 1909); Wtorek, miasto ziewa; Zasadnicze trudności (1979) Wczorajsze wiersze; Iść; Gra; Et in Arcadia ego; Wyrok; Hurrraaa! (1982) Tkaczka; Co bym zrobił, gdybym miał czarodziejską różdżkę; Widzi się ludzi; Nasze dzieci pytają; Palacz nie żałuje; Sprostowanie; Za nas, z nami (1985) Kalekie dzieci rozmawiają z Papieżem w jednym z miast brazylijskich; Trybuna; Wysypisko; Żebracy; Trud; Córeczka; Stara Bóżnica; Śmierć-Żydówka; Inny porządek 1981–1984 (1985) Kraty, śnieg Kamyk i cień (1996) Dzieci; Śpi ciemna dziewczynka; Pudełko; Ołówek; Śląsk; Kamyk; Żydowska piosenka; Wiersz o zabiciu doktora Kahane; Było minęło (2001) Szkiełko; Bucik; Guzik; Moja kochana mama; Było minęło; Błąd; Origami (2007) Teczki; Kwiczoł; Siedem zdań (ale może być więcej); Owszem, był; Origami; Widzenie; Spacer z Holubem w maju 1996 roku; Na ulicy mojego dzieciństwa; Proza Stręczyciel idei (fragment) Dom, sen i gry dziecięce. Opowieść sentymentalna (fragmenty) Opis:Streszczenie Popularna monografia poświęcona twórczości Juliana Kornhausera przedstawia biogram autora, ogólną charakterystykę jego twórczości oraz szczegółową interpretację wierszy: Wyprzedzaj, poeto, Pejzaż z Murnau, Et in Arcadia ego, Moja kochana mama. Publikacja zawiera także sześćdziesiąt siedem wierszy i dwa fragmenty prozy w wyborze Adriana A popular monograph devoted to the works of Julian Kornhauser presents the author’s biography, general characteristics of his works and a detailed interpretation of poems: Overtake, poet, Landscape from Murna, Et in Arcadia ego, My dear Mum. The publication also contains sixty-seven poems and two fragments of prose chosen by Adrian Gleń.
julian kornhauser wiersz o zabiciu doktora kahane