Częściej niż co piąty badany (22%), twierdzi natomiast, że utrzymaniem rodziny powinien zajmować się mąż/partner. Natomiast domem żona/partnerka. Jest to tzw. model tradycyjny. Tylko jeden na stu ankietowanych uważa, że najlepiej dla rodziny jest wówczas, kiedy to partnerka pracuje i utrzymuje rodzinę, a partner przejmuje
Zgodnie z przeprowadzonym badaniem, mężczyźni oczekują od swoich partnerek przede wszystkim: wspierania ich w planach osobistych (65%), zadbania o swój wygląd podczas wspólnych wyjść (64%), zaskakiwania seksowną bielizną (57%), znalezienia czasu, by każdego dnia z nim porozmawiać (56%). Stwierdzenie, że mężczyźni to wzrokowcy
Poród partnera. Urodzenia partnerskie - w czasie porodu oprócz personelu medycznego lub innych specjalnie przeszkolonych osób matka rodzi bliskich. Najpowszechniejszą opcją jest poród wraz z mężem, ale porody partnerskie nie oznaczają wyłącznie jego obecności. Może to być każdy, kogo kobieta chce zobaczyć obok niej - dziewczyna
W dzień jest super; żyje swoim życiem, nie myślę o byłym wcale. Ale w nocy pojawia sie, zwykle w sytuacji, że wiem, że ma żonę, ale, że chce do mnie wrocic lub z wiem, że ma żone i ją spotykam i rozmawiamy jak koleżanki. A ja nie chcę o nim myśleć. Chce zapomnieć, a sny o nim tylko mieszają mi w głowie.
Narodziny dziecka to moment, który łączy w sobie olbrzymi wysiłek i trud, a zarazem niesie niesamowite emocje. Nic dziwnego, że coraz więcej par chce przeżyć tę chwilę razem i wspólnie powitać na świecie długo wyczekiwane maleństwo. Przed podjęciem decyzji o porodzie rodzinnym warto jednak wiedzieć, że choć główną rolą ojca w szpitalu jest zapewnienie partnerce wsparcia
Bardzo dużo osób uważa, że maksymalnie można zdobyć 24 punkty karne. Nie jest to do końca prawda. Jeżeli się o to wyjątkowo postaramy można zdobyć tych punktów nawet 100 i więcej (i to podczas jednego porządnego przewinienia). Skąd się więc bierze ta liczba 24 punktów karnych?
. Podjęcie decyzji o towarzyszeniu partnerce podczas porodu dla wielu mężczyzn nie jest sprawą prostą i wymaga gruntownego przeanalizowania wszystkich „za” i „przeciw”. Kiedy jednak przyszli rodzice dojdą do porozumienia, że chcą przeżyć tę chwilę wspólnie, to muszą ustalić swoje wzajemne oczekiwania i określić zadania, które przypadną w udziale przyszłemu tacie. Oczywiście zostawiając margines błędu, ponieważ porodu nigdy nie da się zaplanować w 100% – bywa on zaskakujący i całkowicie nieprzewidywalny. Może rozpocząć się o dowolnej porze dnia i nocy, przebiegać bardzo powoli lub w trybie ekspresowym, być bolesny od samego początku lub dopiero w ostatniej jego fazie. Rolą ojca już na kilka tygodni przed planowanym terminem rozwiązania jest pomoc partnerce w wyborze szpitala, spakowaniu torby i skompletowaniu wszystkich potrzebnych dokumentów. Mężczyzna powinien również opracować najlepszą trasę na porodówkę i być w stałym kontakcie z lekarzem prowadzącym ciążę, mówi Karolina Laskowska, położna i ekspert Mama i ja. Kiedy zacznie się już właściwa akcja porodowa i nadejdzie czas na wyruszenie do szpitala, przyszły tata powinienzapewnić kobiecie maksymalny komfort, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Początek porodu zwykle jest dla młodych rodziców bardzo stresujący – nie wiedzą czy to na pewno już, czy mają wszystko spakowane i czy o niczym nie zapomnieli. W takiej sytuacji to tata powinien przejąć kontrolę nad sytuacją, zadbać do dobry nastrój i trzymać nerwy na wodzy. Podczas pierwszego szoku bólowego kobieta może być lekko zdezorientowana, a panika to ostatnia rzecz, jakiej oczekuje od partnera, mówi Karolina Laskowska. Przed wyjściem z domu przyszły tata powinien zapewnić rodzącą o swoim pełnym wsparciu i pomocy. Poza tym przez cały czas należy dodatkowo liczyć skurcze i odstępy między nimi, a także koordynować oddech, dodaje położna marki Mama i ja. Poród rodzinny w praktyce Kiedy rodząca wraz z partnerem dotrą do szpitala to wiele zadań przejmuje od ojca personel medyczny. Nie oznacza to jednak, że przyszły tata może dać się odsunąć na bok. Wręcz przeciwnie – musi on zapewnić kobiecie jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa, dbać o jej intymność i przestrzeganie wszelkich standardów opieki okołoporodowej. Sam poród może trwać wiele godzin, dlatego ojciec powinien pomyśleć o prowiancie dla siebie, a także wodzie niegazowanej dla obojga. Ciężarna z pewnością doceni też drobne przyjemności – słodycze, herbatki albo ulubione soki. Prawda jest taka, że wielu kobietom już sama obecność partnera na sali porodowej przynosi duże ukojenie. Przyszły tata może jednak zrobić znacznie więcej niż po prostu być obok i pozwalać jej na wyrażanie wszystkich swoich emocji. Dobrym pomysłem jest masaż, pomoc w oddychaniu czy zmianie pozycji, a w pierwszej fazie porodu – również zaprowadzenie pod prysznic. Jeżeli na sali jest taka możliwość, to partner może również włączyć rodzącej jej ulubioną muzykę albo w inny sposób zadbać o przyjazną atmosferę, tłumaczy Karolina Laskowska, ekspert Mama i ja. Trzeba pamiętać, że nie każda kobieta ma siłę i ochotę na jakiekolwiek rozmowy podczas porodu, a monolog partnera, nawet najbardziej motywujący, może wzbudzić w niej mało przyjemne uczucia. W takich sytuacjach powinien on po prostu przytulić rodzącą, pocałować ją w czoło, trzymać za rękę lub głaskać po włosach. Warto również szeptem powiedzieć, że jest z niej dumny, jest blisko i stara się współodczuwać jej ból, dodaje położna. Kiedy natomiast akcja porodowa posuwa się do przodu i nadchodzi moment parcia, przyszły ojciec może trzymać rodzącą mocno za rękę, ocierać jej pot z czoła i motywować do wysiłku. Moment pojawienia się dziecka na świecie to dla mamy zwykle pierwsza od dłuższego czasu chwila wytchnienia, a dla obojga rodziców prawdziwa eksplozja szczęścia i nieznanych dotąd emocji. Każdy, nawet największy „twardziel” może sobie w takiej sytuacji pozwolić na łzy i okazanie dumy z sukcesu partnerki. Po pierwszym wybuchu entuzjazmu młody tata może przeciąć pępowinę, a następnie powinien dopilnować, aby kontakt skóra do skóry był jak najdłuższy. Może również sam kangurować dziecko, jeżeli mama wymaga dodatkowych zabiegów ze strony personelu, mówi ekspert Mama i ja. Wspólny poród z partnerką to bez wątpienia fantastyczne i jedyne w swoim rodzaju doznanie. Warto jednak mieć na względzie, że moment ten jest również pełen sprzecznych emocji i wymaga dużego wysiłku psychicznego oraz fizycznego. Dotyczy to obu stron, nie tylko rodzącej. Wiele osób myśli, że podczas porodu kobieta odczuwa przede wszystkim ból i to na nim skupia się najbardziej. Rzeczywiście skurcze są uciążliwe i nieprzyjemne, ale równie trudna jest mieszanka różnorodnych emocji. Kobieta denerwuje się nową sytuacją, niecierpliwi przedłużającymi się procedurami lub brakiem informacji ze strony personelu, czuje złość i żal z powodu męczącego ją bólu, a często także ma wrażenie bezsilności, co objawiać się może płaczem bądź krzykiem. Bywa też, że nawet w cichej zazwyczaj osobie budzi się prawdziwa lwica: waleczna, pełna siły i zmotywowana do działania. Rolą partnera – przy wsparciu lekarza i położnej – jest łagodzenie negatywnych emocji i budowanie pozytywnych. Dzięki temu poród może być krótszy, efektywniejszy i mniej bolesny dla kobiety, tłumaczy Karolina Laskowska. Woda źródlana Mama i ja Cena: 1,5 L – cena: 2 zł 0,5 L – cena: 1,50 zł 0,33 L – cena: zł
Coraz więcej par zastanawia się nad tym, by wspólnie powitać na świecie długo wyczekiwane maleństwo. Przed podjęciem decyzji o porodzie rodzinnym warto jednak wiedzieć, że choć główną rolą ojca w szpitalu jest zapewnienie partnerce wsparcia, to ma on do wykonania również wiele innych zadań. Położna Karolina Laskowska, zdradza, jak przyszły tata powinien przygotować się do decyzji o towarzyszeniu partnerce podczas porodu dla wielu mężczyzn nie jest proste i wymaga przeanalizowania wszystkich „za” i „przeciw”. Kiedy jednak przyszli rodzice dojdą do porozumienia, że chcą przeżyć tę chwilę wspólnie, muszą ustalić swoje wzajemne oczekiwania i określić zadania, które przypadną w udziale przyszłemu tacie. Należy mieć świadomość, że porodu nie da się zaplanować w 100%. Często bywa on zaskakujący i całkowicie nieprzewidywalny – może rozpocząć się o dowolnej porze dnia i nocy, przebiegać powoli lub ekspresowo, być bolesny od samego początku lub dopiero w ostatniej fazie. Rolą ojca już na kilka tygodni przed planowanym terminem rozwiązania jest pomoc partnerce w wyborze szpitala, spakowaniu torby i skompletowaniu wszystkich potrzebnych dokumentów. Mężczyzna powinien również opracować najlepszą trasę na porodówkę i być w stałym kontakcie z lekarzem prowadzącym ciążę. Kiedy zacznie się akcja porodowa i nadejdzie czas na wyruszenie do szpitala, mężczyzna powinien zapewnić rodzącej maksymalny komfort, wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Początek porodu zwykle jest dla młodych rodziców bardzo stresujący. W takiej sytuacji to tata powinien przejąć kontrolę nad sytuacją, zadbać o dobry nastrój i trzymać nerwy na wodzy. Podczas pierwszego szoku bólowego kobieta może być lekko zdezorientowana, a panika to ostatnia rzecz, jakiej oczekuje od partnera. Poza tym, przez cały czas należy dodatkowo liczyć skurcze i odstępy między nimi, a także koordynować rodzinny w praktycePodczas przyjazdu do szpitala, wiele zadań powierza się personelowi medycznemu. Nie oznacza to jednak, że przyszły tata może odsunąć się na bok. Wręcz przeciwnie – musi on zapewnić kobiecie jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa, dbać o jej intymność i przestrzeganie wszelkich standardów opieki okołoporodowej. Sam poród może trwać wiele godzin, dlatego ojciec powinien pomyśleć o prowiancie dla siebie, a także wodzie niegazowanej dla obojga. Prawda jest taka, że wielu kobietom już sama obecność partnera na sali porodowej przynosi duże ukojenie. Przyszły tata może jednak zrobić znacznie więcej niż się wydaje. Dobrym pomysłem jest masaż, pomoc w oddychaniu czy zmianie pozycji, a w pierwszej fazie porodu – również zaprowadzenie pod prysznic. Jeżeli na sali jest taka możliwość, partner może również włączyć rodzącej ulubioną muzykę albo w inny sposób zadbać o przyjazną atmosferę. Trzeba pamiętać, że nie każda kobieta ma siłę i ochotę na jakiekolwiek rozmowy podczas porodu, a monolog partnera, nawet najbardziej motywujący, może wzbudzić w niej mało przyjemne uczucia. W takich sytuacjach najlepiej przytulić rodzącą, pocałować w czoło, trzymać za rękę lub głaskać po włosach. Warto również szeptem powiedzieć, że jest się z niej dumnym. Kiedy natomiast nadchodzi moment parcia, przyszły ojciec może trzymać rodzącą mocno za rękę, ocierać jej pot z czoła i motywować do wysiłku. Moment pojawienia się dziecka na świecie to dla mamy zwykle pierwsza od dłuższego czasu chwila wytchnienia, a dla obojga rodziców prawdziwa eksplozja szczęścia. Każdy, nawet największy „twardziel” może sobie w takiej sytuacji pozwolić na łzy i okazanie dumy z sukcesu partnerki. Po pierwszym wybuchu entuzjazmu młody tata może przeciąć pępowinę, a następnie powinien dopilnować, aby kontakt „skóra do skóry” był jak najdłuższy. Może również sam kangurować dziecko, jeżeli mama wymaga dodatkowych zabiegów ze strony personelu
olaaXD zapytał(a) o 23:02 Mój przyszły partner powinien : ;) Oddaj swój głos, aby poznać wyniki ankiety lub zobacz wyniki być wykształcony i nieźle zarabiać być sympatyczny i towarzyski być atrakcyjny i czarujący być wysportowany i aktywny wystarczy TO COŚ Zobacz inne ankiety 0 ocen | na tak 0% 0 0
Dlaczego nie podeszłam do matury? Czego najbardziej się boję? Jaki przedmiot w szkole mnie przerażał, a który uwielbiałam? Jakie są moje największe wady? Oto 50 faktów, których mogliście nie wiedzieć obserwując mojego bloga. 1. Panicznie boję się kur. Byłoby w tym coś śmiesznego, gdyby nie fakt, że zaraz obok kur jest każde inne ptactwo: gołębie, kruki, bociany itp. a nawet wróble. Oczywiście gęsi, kaczki, koguty też się zaliczają do tej paczki. Jak moja znajoma miała papugi musiała je zamykać w klatce, nie mogły latać po pokoju. 2. Jako mała dziewczynka oglądałam w kółko bajkę “Anastazja”. W efekcie znałam tę bajkę całą na pamięć – od pierwszego do ostatniego dialogu. Co więcej nadal wiele pamiętam. nie lubiłam matematyki. Czułam się tak jakby ktoś mnie uczył języka afrykańskich plemion. Chyba, że wchodziliśmy w algebrę. Wtedy byłam w swoim żywiole, a najlepsze zadania to były te najbardziej skomplikowane i te dla chętnych. Ale wystarczyły kąty, żebym leżała i kwiczała z jedynkami w dzienniczku. 4. Jak już jesteśmy przy matematyce, to matematyka była obowiązkowa na maturze Przerażało mnie to tak strasznie, że mimo iż liceum kończyłam ze średnią i chciałam zdawać maturę dodatkową z historii i historii sztuki, to ku zaskoczeniu nauczycieli powiedziałam, że w danym roku nie podchodzę. I tak miałam podejść w kolejnym, a potem kolejnym i w efekcie czas przeleciał zbyt szybko i matury nie zdałam. Liceum skończyłam, maturę olałam, na studia nie poszłam. Obecnie to mi to do niczego nie potrzebne. 5. Nigdy nie musiałam się uczyć dat. Zawsze zapamiętywałam z książek i mam tak do dzisiaj. Pamiętam daty narodzin poszczególnych członków rodziny, łącznie z rodziną Artura, a czasem nawet godziny narodzin. Nie mam problemu by rozmawiać o mojej ukochanej historii i strzelać datami jak z rękawa. Ten “dar” jak widać kompletnie nie przekładał się na matmę. 6. Po gimnazjum poszłam do Technikum Architektury Krajobrazu, bo do klasy plastycznej w LO w Śremie się nie dostałam, a Liceum Plastycznego mama nie chciała opłacać, bo jak twierdziła (co było zgodne z prawdą) nadszarpnęłam jej zaufanie i będę zapewne chodzić na wagary. 7. No bo w gimbie to powinnam nazywać się Noemi Wagarowicz … 8. W drugiej klasie technikum zaszłam w ciążę. Miałam 17 lat i 8 miesięcy. Zrezygnowałam ze szkoły, bo to był świetny pretekst. Ta szkoła to był największy błąd w moim życiu. Jak Janek miał 2 lata poszłam do liceum. Dopiero wtedy miałam motywację by faktycznie się uczyć, więc uczyłam się z dzieckiem na kolanach, a jak szłam do szkoły Janek głównie zostawał z moimi rodzicami. 9. Kiedyś miałam dredy. Ba! byłam mamą w dredach. A Artur miał długie włosy, ściął je jak Jaś miał około roku i już nigdy do długich włosów nie wrócił. Brodę ma odkąd pamiętam. Jeszcze niedawno myślałam, czy tych dredów sobie nie zrobić na trzydziestkę. 10. Pod koniec podstawówki i w gimnazjum miałam masę kompleksów na punkcie mojego wyglądu. W klasach 4-6 miałam kompleksy ze względu na bliznę na twarzy, a w gimnazjum weszłam w fazę buntu. Wyglądałam okropnie (fuj,ble), miałam okropną fryzurę i … największa zgroza – źle dobrany biustonosz do ogromnego biustu, który naprawdę nie był ciekawym zjawiskiem przy 156cm wzrostu. Lubiłam obszerne bluzy. I bluzki. I nienawidziłam WF. 11. Mam bliznę na twarzy. Od nosa ciągnie się przez policzek. Kiedy miałam około 2-3 lat przez chwilę nieuwagi dorosłych uwiesiłam się na metalowym, małym śmietniku, który akurat tego dnia był pusty. Spadł na mnie i metalowa pokrywa rozcięła mi twarz. Ten incydent rzutował trochę na moje życie, bo dzieciaki bywały bezlitosne. Dlatego też obecnie tak mocno stoję za Janem i jestem po jego stronie w szkole. 12. W technikum musiałam się uczyć drugiego języka obcego. Uwielbiam dźwięk języka francuskiego, ale nigdy nie potrafiłam się przestawić na naukę drugiego języka obcego. Od 1 klasy szkoły podstawowej miałam angielski. W efekcie wszystkie moje zaliczenia to był efekt zajebistej umiejętności ściągania. 13. “Ich troje” to była pierwsza płyta, którą kupiłam za kieszonkowe, w szkole podstawowej. 14. Jeździłam na obozy harcerskie. To były najlepsze wakacje jakie w życiu miałam. Codziennie były przyznawane punkty za czystość swoich namiotów. Pod koniec obozu mój namiot był tak daleko w tyle za innymi, że wstyd pisać. 15. Największy numer jaki wywinęłam rodzicom był w 4 klasie szkoły podstawowej. Wywalono mnie z hukiem z sanatorium dla dzieci w którym wówczas byłam już z 2 miesiące. Były w to zamieszane jeszcze dwie osoby, ale tylko mnie wywalono,co uważam za jawną niesprawiedliwość. Napisałyśmy do jednej dziewczyny bardzo chamski list. Nawet nie pamiętam o co poszło. Może by się nie wydało, ale kretynka-Noemi napisała to na papeterii z mojej mamy pracy. Jedyne czego żałowałam to zawodu jaki zrobiłam rodzicom, ale mama wie, że nienawidziłam tego miejsca i tak naprawdę cieszyłam się, że tam nie wrócę. Jak oglądam jakieś horrory z Domami Dziecka w tle z poprzedniego wieku, to właśnie sanatorium mi się przypomina. No wypisz wymaluj. Za karę potrafiłam o 21 stać na zimnej posadzce w samej piżamie na zimnym korytarzu i to około 30 minut. A jeszcze nadmienię, to była okropna kara, bo ja ze względu na kręgosłup nie byłam w stanie tyle ustać. Oczywiście rodzicom się nic nie mówiło. 16. Artura poznałam przez przypadek, w wakacje w roku 2007. Byłam akurat z przyjaciółkami nad jeziorem no i jedna przyjaciółka wypatrzyła osoby, które zna. Podeszliśmy, przedstawiłyśmy się reszcie, Artur akurat przyszedł odwiedzić swoją ówczesną dziewczynę, która tam pracowała. Miałam 16 lat. Jakby mi ktoś powiedział, że tamten z brodą to mój przyszły mąż to bym zabiła śmiechem. Słowo daję. Zero iskier. Zero zainteresowania. Zaczęliśmy być ze sobą w grudniu 2007. Przez przypadek. I głupi zakład. I tak już zostało. Artur na tamtym etapie mówił, że poniżej 18 nie zjeżdża. 😉 Jak widać – tylko krowa nie zmienia swoich poglądów. 17. Dokładnie dzień po naszej rocznicy związku, zrobiłam test ciążowy. To było w połowie grudnia i wszyscy mieli bardzo interesujące Święta Bożego Narodzenia. Teraz wydają się te reakcje śmieszne, no ale wtedy to raczej nie było śmiesznie. Najbardziej się bałam reakcji Artura mamy, więc powiedziałam mu, że ma to sam załatwić. Załatwił. Podczas rodzinnego obiadu w Boże Narodzenie. 18. Przy porodzie Jasia (rodziłam go naturalnie) byłam bardzo źle traktowana. Mimo traumy, że to JUŻ, nie zrobią cesarki, bo nie zdążą itp. była jeszcze przy moim porodzie na maksa chamska położna. Darła się na mnie, zatykała mi buzie żebym nie krzyczała, a o znieczuleniu mogłam zapomnieć. Krzyczała, że wszystkie się tak dzisiaj drą, a ona nie jadła śniadania. Komentowała też mój wiek … Polna, czerwiec 2009. 19. Lubię wino. Najbardziej prosseco. Ostatnio polubiłam nowe Carlo Rosi. Lubie wieczorami wypić lampkę. Arturowi moje wino kompletnie nie smakuje. Z kolei moją miłość do prosseco podzieliła mama i teściowa, które pierwszy raz piły to u mnie. 20. Lubię ciszę i spokoju i mam dużą nadwrażliwość dźwiękową. Po całym dniu z dziećmi jestem zmęczona krzykami, co przekłada się na moje samopoczucie. Bywam wtedy rozdrażniona. Artur to rozumie i często po takim tygodniu zabiera dzieci na kilka godzin żebym poleżała w ciszy. Mnie to bardzo mocno relaksuje. Co paradoksalne – lubię mocnego rocka, na równi z muzyką klasyczną. 21. Mam bardzo poważną wadę kręgosłupa. Miałam nie chodzić. Zatrzymałam się na 156cm, ale jestem bardzo nieproporcjonalna. Gdyby nie wada, miałabym około 15-20 cm więcej. Często na zdjęciach wydaje się wyższa, bo mam długie nogi, w porównaniu do odcinka kręgosłupa … 22. Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Podejrzewam, że gdybym nie zaliczyła klasycznej wpadki jako gówniarz do dzisiaj nie miałabym dzieci. A ja macierzyństwo pokochałam, choć początki były ciężkie. 23. Po ciąży z Jasiem jestem pod kontrolą psychiatry. Mam stwierdzone PTSD (Zespół Stresu Pourazowego), nerwicę natręctw, stany lękowe i stany depresyjne. Miałam psychoterapię. Biorę leki. Mój stan jest całkowicie stabilny. Zawsze podkreślam by zadbać o siebie po takich traumach. To bardzo ważne! 24. Nie mam prawka i boję się jeździć autem. Po mieście ok, ale na dłuższych trasach jestem jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Boję się wypadków – zwłaszcza czołowych. Jakbym mogła to wszędzie jeździłabym rowerem, opcjonalnie na dłuższe trasy wolę pociąg. 25. W klasach od 1-3 tylko w 3 klasie dostałam dyplom wzorowego ucznia. Poszłam do pierwszej klasy płynnie czytając, ładnie pisząc itp. oraz świetnie radziłam sobie na wszystkich testach, ale miałam pełno uwag. Potrafiłam do domu przynosić nawet po 5 kropek dziennie, że rozmawiam w trakcie prowadzenia zajęć. Rodzice w połowie roku szkolnego musieli mi kupić dodatkowy notesik do uwag … Nie wiem jakim cudem, ale zapamiętałam, że był granatowy i był tam Goofy i Pluto. 26. Jak trafiłam do szpitala z PPROM w Śremie, nie znalałam jeszcze płci dziecka. Lekarz powiedział, że wszystko wskazuje na to, że to dziewczynka. Przyjęłam to z dużym dystansem, ponieważ kompletnie mi to nie leżało. Nie wiem dlaczego, ale miałam silne przeczucie, że lekarz się myli i nawet mu o tym powiedziałam. Arturowi przekazałam, że wprawdzie lekarz obstawia dziewczynkę, ale jak dla mnie to chłopak na 100%. No i faktycznie, na kolejnym USG lekarz przyznał mi racje. 27. Moim ulubionym zespołem, kiedy byłam nastolatką był Korn. Do dnia dzisiejszego lubię sobie posłuchać piosenki tego zespołu. Przyjaciółki mówiły na mnie Kornik. 28. Nie potrafię utrzymać porządku w domu. Zawsze wszystko wraca do bałaganu, który sama robię. I co więcej dopiero wtedy wiem gdzie co jest. A nadmienię, że ja jestem typem, który wszystko gubi. 29. Wieczorami lubię przeglądać sobie Wikipedię na której klikam coraz to nowsze osoby z arystokracji z całego świata od XVIII do początku XX wieku. Mam taką manię, że zawsze muszę obliczać ile kto miał lat jak zmarł. 30. Prawie nigdy nie widzę dna kosza do prania. 31. Jak na Wodnika przystało uwielbiam pływać. 32. Ale nienawidzę pływać w jeziorze. Obrzydza mnie ta brudna, ciemna woda. (za dzieciaka nie miałam takich problemów, teraz wejdę do kolan i uciekam). 33. Nigdy, przenigdy nie spróbuję z Artura talerza czegokolwiek jego widelcem. Zawsze muszę mieć swój. To jest w ogóle dziwne, bo wiadomo, że się całujemy itp. 34. Nienawidzę jak ziemniaki dotykają buraczków. Muszę mieć do tego osobne talerze. I tak samo nie lubię jeść na jednym brudnym talerzu dwóch różnych dań. 35. W ciąży z Jasiem obrzydzały mnie jajka w każdej formie. Niezależnie czy jajko było ugotowane, czy była to jajecznica. Wystarczył zapach jajek bym miała odruch wymiotny. Po ciąży – jak ręką odjąć. Ze Stasiem z kolei obrzydzało mnie w I trymestrze wszystko z wyjątkiem nektarynek. 36. Jestem molem książkowym. Pochłaniam ogromną ilość książek. Zwłaszcza książek historycznych. Obecnie czytam “17 goździków”. 37. Uwielbiam przeglądać badania naukowe ściśle związane z wcześniactwem. Bardzo lubię je analizować i grzebać w kolejnych i kolejnych publikacjach, a potem sprawdzać to czego nie rozumiem. Polubiłam to jakieś 3 lata temu. Dlatego tak bardzo lubię jak moje wpisy o wcześniakach są oparte na linkach do badań itp. 38. W niektórych strefach zdrowotnych można mnie spokojnie uznać za hipochondryczkę. Zanim dostanę jakąś diagnozę widzę wszystkie możliwe, czarne scenariusze, a w wielu (z pozoru normalnych objawach) widzę śmiertelne choroby. 39. Jako mała dziewczynka chciałam zostać prawnikiem. 40. Byłam jedyną wnuczką mojej babci M., która zmarła 2 lata temu, a pogrzeb odbył się dzień przed moimi urodzinami …
Jestem ze swoim jeszcze-nie-mężem ponad 2 lata. Wszystko jest naprawdę super, jest nam ze sobą dobrze, On jest moim najlepszym przyjacielem, zawsze mnie wspiera, jest moją podporą i opiekunem, świetnie się razem bawimy i dobrze rozumiemy. Ale zawsze chciałam, żeby to mój mężczyzna był krok przede mną, był obrotny i zaradny (dlatego też zawsze wiązałam się ze starszymi) i mnie motywował (ponieważ jestem strasznie leniwa), tymczasem w tym związku to ja ciągnę Go za sobą, jak On sam mówi, jestem motorkiem, który Go napędza. Czasami taki układ był mi bardzo na rękę, to ja byłam ta mądrzejsza, to ja dominowałam i w ważniejszych sprawach było po mojemu. Jednak męczyły mnie czasem różne wątpliwości, związane z jego nieporadnością zawodową, brakiem ambicji, chęci kształcenia niedawno poznałam pewnego chłopaka. Tak naprawdę przegadaliśmy tylko kilka godzin, więc nie mogę o nim za wiele powiedzieć. Wiem, że ma to, czego brakuje mojemu jeszcze-nie-mężowi (czyli jest oczytany, obyty, zaradny, poważnie podchodzi do przyszłości i w ciągu tych kilku godzin potrafił sprawić, że zaczęło mi się chcieć), ale nie wiem, czy ma też to, co mój jeszcze-nie-mąż ma i co ja cenię. Tak czy siak, zadurzyłam się (choć zdaję sobie sprawę, że on nie jest zainteresowany rozbijaniem jakichkolwiek związków).I nie chodzi mi o żadne rady, bo zrobię to, co podpowie mi serce. Chciałabym tylko wiedzieć, czy mam rację sądząc, że to chyba tak naprawdę nie jest prawdziwa miłość, skoro zainteresowałam się innym facetem i myślałam nawet o możliwości pogłębienia znajomości, czy może jednak i tym kochającym coś takiego się niestety zdarza. Bo myślę, że jeśli zerwę kontakt z tym drugim, to wreszcie wszystko wróci do normy, ale czy to nie będzie tylko zagłuszanie czegoś? Czy taka sytuacja się nie powtórzy? Czy może to normalne, że czasem zdarzają się taie kryzysy, ale później wszystko się układa i takie sytuacje nie mają już miejsca?Miłość jest chyba dla mnie za trudna. Czuję się, jak szczeniara. Odpowiedzi (22) Ostatnia odpowiedź: 2013-07-06, 07:35:13 sylwiawLBN napisał(a):Mysle ze latwiej jest nauczyc czlowieka pracowac,myslec konsekwentnie niz zabronic mu tego robic. Bez dwoch zdan. Ja tez uwazam, ze zwiazku nie ma co utrzymywac na sile z zadnych wzgledow. Napatrzylam sie na takie zwiazki i na zwiazek moich rodzicow - porazka i zawsze cierpia na tym dzieci jesli sa. Wiem po sobie. Jesli mi by nie wyszlo, nie ukladaloby sie w zwiazku, byloby fatalnie jednym slowem rozwiodlabym sie nawet jesli mialabym dzieci. Nie chcialabym, aby moje dzieciaki patrzyly kiedys na to co robie tak samo, jak ja patrze z siostra na moich rodzicow. Nigdy nie bedzie Nami wiezi, a ja takiego domu dzieciom nie chce stworzyc jaki stworzyli mi moi rodzice. A zauroczenie hmm... Mysle, ze jest to duza motywacja to przerwania "chorego zwiazku". Ja jeden taki juz przerwalam i znam tez osoby, ktore dzieki milosci nowej postanowily zakonczyc chore zwiazki. Wyszlo to im na dobre na pewno. Odpowiedz MI sie wydaje ze Twoj dotychcczasowy chlopak sie juz nie to po sobie bo moj P przed slubem byl zaradny,lubil dominowac,czul i czuje sie jak typowy samiec ktorego obowiazkiem jest tylko zrabianie pieniedzy,a zone ma sie tylko do sprzatania i slubem nie wiedzialam ze jego wizje takie wlasnie nawet mi sie podobalo ze zawsze bede mogla na niego liczyc i zawsze bedzie odemnie madrzejszy byl taki meski i teraz bedac 2 lata po slubie i tworzeniu tego jego samczego zwiazku tesknie za tym zeby byl taki...taki troche bardziej ze w ktorys sobotni wieczor to on zaproponuje zebysmy gdzies razem wyszli...zeby choc przez 5 minut nie rozmawial i nie myslal o mnie wreszcie zuwarzyl i liczyl sie tez z moimi potrzebami. Wszak chlopa da sie tez wychowac ale niekoniecznie wszystkich. Mysle ze latwiej jest nauczyc czlowieka pracowac,myslec konsekwentnie niz zabronic mu tego robic. Odpowiedz anioł, widzisz, jakie życie jest przewrotne Odpowiedz a ja chciałam powiedzieć,ze takie chwilowe zauroczenia się zdarzają i one mogą wynikać z tego,że np. kobieta chce poflirtować,bo brak jej tego w związku. Ja osobiście trzymam się tylko mojego faceta i tyle, wszystko robie z myśla o nim :D dobrze nam razem i wiemy na 100%,że dla siebie jestesmy stworzeni. Ufamy sobie bez granicznie i to jest najważniejsze i staramy się nie popadać w rutyne,bo to bardzo rujnuje :( Odpowiedz edzik napisał(a)::D eriv ja wzięłam rozwód po 9 latach małżeństwa i wiem że dobrze zrobilam chociaż mieliśmy dziecko,dzisiaj mam nowego męża i niedługo powiększy nam się rodzina. do związku trzeba dorosnąć i nie pakować się na siłę w małżeństwo czy nie czujesz już tego co kiedyś to może wasze uczucie się wypaliło?! całe życie przed tobą a bycie z kimś na siłę czy z przyzwyczajenia to "porażka" pamiętaj że to tobie ma być dobrze a nie komuś! :D pozdrawiam nic dodac nic ujac............wiem dobrze,za dobrze Odpowiedz bardzo mądre to przysłowie. u mnie, u nas już wszystko dobrze. nawet bardzo dobrze. to było tylko chwilowe zauroczenie. poznałam tego chłopaka lepiej i zmieniłam o nim zupełnie zdanie. owszem, jest inteligentny, obyty, rozsądny, dojrzały i ... potwornie nudny. mój jeszcze-nie-mąż o wszystkim się dowiedział, ode mnie oczywiście. walczył o mnie i nasz związek. prawie przegrał, ale w porę się opamiętałam. na szczęście. jest tyle rzeczy, które chciałabym w nim zmienić. ale nawet jeśli mi się to nie uda, jeśli jemu się nie uda, chcę być przy nim. cieszę się, że stało się to, co się stało. wiele rzeczy sobie uświadomiłam. Odpowiedz Uczucia trzeba uczyć się przez cały czas trwania związku. Wzajemne zrozumienie w najtrudniejszych momentach sąt jak egzamin na wspólnej drodze. Nic nie trwa wiecznie, a o uczucie ciągle trzeba walczyć i je pilęgnować, jeśli robią to obie strony to wtedy to trwa i trwa. Takie jest moje zdanie, a takie błyskotliwe osoby płci przciwnej to takie diabełki, które mieszają i nie wolno dać im się zwieźć. Co innego gdy obie strony totalnie nie widzą przyszłości w związku. A i jest takie chińskie przysłowie, które mówi że we wszytkim co dobre jest odrobina zła i w tym co złe jest kropla dobra. Tylko sztuką jest wychwytywać te właściwe. Odpowiedz No wlasnie co wtedy... zwlaszcza np jak jest dziecko ?? Odpowiedz dobre pytanie ja juz wiem co robic zostawic czasem musi sie stac cos co jest dla nas jak kubeł zimnej wody na głowe mi ostatnio taki wylano na łeb i tez nie wiem co robic i sie boje ale wiem jedno nie będe w tym trwać ile mozna... Odpowiedz mysle ze wątpliwosci nie biorą sie znikąd wystarczy zadac sobie proste pytanie:"czy jestem szcześliwa?" i szczerze sobie na nie odpowiedzieć Odpowiedz dzieki kiki za dobre slowa wiesz tak sobie calyczas mysle ze to chyba zauroczenie ta druga osoba i nic by z tego nie bylo wiec nie bede sie w to pakowala tylko walczyla o swoje malzenstwo chocby dla malej Odpowiedz Milosc niestety to nie stala arytmetyczna i moze sie niestety wypalic... poza tym w kazdym zwiazku bywaja lepsze i gorsze chwile... kryzysy to najwieksza proba dla malzenstwa/zwiazku i jesli wtedy ktos sie pojawia na horyzoncie to wiadomo - powiew swiezosci i nowosci moze zrobic swoje. Wazne moim zdaniem jest zeby umiec odroznic czy faktycznie tamte uczucia to juz przeszlosc i koniec zwiazku czy tylko chwilowy kryzys i fascynacja , zauroczenie kims innym... nie jest to latwe jednak... martyna porozmawiaj z mezem, moze on czuje podobnie, moze razem znajdziecie jakies rozwiazanie, albo dacie sobie czas na przemyslenie tego wszystkiego i znalezienie wspolnej lub odzielnej przyszlosci, nie mow mu od razu ze juz do niego nic nie czujesz ale ze martwisz sie o wasz zwiazek... wiem ze trudno takie dyskusje prowadzic kiedy akurat kryzys trwa, ale moze warto zawalczyc o to malzenstwo, przecziez macie razem dzidzie... Odpowiedz fajnie ze ktos zalozyl taki temat bo mnie tez cos oststnio takiego dopadlo poprostu nic albo mi sie tylko tak wydaje nie czuje do swojego meza jest ktos inny z ktorym fajnie mi sie gada i wogole jakos inaczej sie czuje przy nim powiedzcie mi czy milosc moze sie wypalic po prawie dwoch latach malzenstwa i co ja mam robic powiem jeszcze ze z mezem sie nie dogaduje calyczas sa klotnie i wogole jestem bezradna:( Odpowiedz z tym wyjątkiem że mój przyszły-mąż jest pracowity mój jeszcze-nie-mąż też jest pracowity, nawet bardzo. raczej chodziło mi o to, że jego zajęcia są, powiedzmy, średnio ambitne (jak dla mnie). ale tylko przy moim cichym przyszłym-męzu czuję się w 100% sobą, ze swoją głupotą i gafami i myślami nie tak jak trzeba, nie kryguję się i nie obawiam że zupa będzie za słona i odejdzie właściwie to też tak mam. Nie wiem jak Ty, ale ja przy takich "gościach" staram się wyrosnąc ponad swoją miarę chyba nawet nie wiesz Livvia, jak ja cię rozumiem. to są moje myśli ubrane w twoje słowa. i może faktycznie masz rację, może to miejsce, w którym można być do końca sobą jest najważniejsze ... Odpowiedz Miałam myśli podobne do Twoich (z tym wyjątkiem że mój przyszły-mąż jest pracowity, choć nie wzbije się wysoko w karierze zawodowej) zawsze ja muszę być silna, choć.... najbardziej pragnę być małą bezbronną istotką którą się zapokiekuje. Bierzemy ślub we wrześniu - widać po tym że się zdecydowałam. Dlaczego? bo mogłabym mieć pięknych i elokwentnych... ale tylko przy moim cichym przyszłym-męzu czuję się w 100% sobą, ze swoją głupotą i gafami i myślami nie tak jak trzeba, nie kryguję się i nie obawiam że zupa będzie za słona i odejdzie... tego wszystkiego nie da mi piękny i elokwentny. Owszem da mi rozrywkę, da zabawę i poczucie że tchu mi zabraknie, zacznę żyć na pelnych obrotach niesiona na fali i... zapomną kim jestem.. Nie wiem jak Ty, ale ja przy takich "gościach" staram się wyrosnąc ponad swoją miarę - i dobrze bo to motywuje, ale wówczas znika miejsce na ziemi gdzie do końca moge być sobą. A tak z moim przyszłym- meżem tworzymy dla siebie azyl, bezludną wyspę gdzie możemy wypocząć w swoich ramionach :D Wiem że przy NIM (i nikim innym) jestem SOBĄ - dla mnie to miłość i pewność że z nim chcę żyć nie wiem czy coś Ci pomogłam, ale mam nadzieję....... PS powoli dochodze do wniosku że musimy byc silne - bo... zwolniłysmy z tego obowiązku mężczyznę... może go powolutku "odzwyczaję" od bycia w cieniu i zrobi się bodygardem Odpowiedz ja powiem krotko: jesli ktos inny cie zainteresowal, to faktycznie temu ktory jest przy tobie czegos brakuje... boje sie ze ten ktos nie daje ci szczescia takiego o jakim marzysz Odpowiedz :D eriv ja wzięłam rozwód po 9 latach małżeństwa i wiem że dobrze zrobilam chociaż mieliśmy dziecko,dzisiaj mam nowego męża i niedługo powiększy nam się rodzina. do związku trzeba dorosnąć i nie pakować się na siłę w małżeństwo czy nie czujesz już tego co kiedyś to może wasze uczucie się wypaliło?! całe życie przed tobą a bycie z kimś na siłę czy z przyzwyczajenia to "porażka" pamiętaj że to tobie ma być dobrze a nie komuś! :D pozdrawiam Odpowiedz eriv napisał(a):............. Czy może to normalne, że czasem zdarzają się taie kryzysy, ale później wszystko się układa i takie sytuacje nie mają już miejsca? myśle że to pytanie retoryczne 8) Miłość jest chyba dla mnie za trudna. Czuję się, jak szczeniara. a kto powiedział że miłośc jest łatwa???? Odpowiedz barbarosa napisał(a):no cóż moje zdanie jest takie ze jesli ten pierwszy jest strzałem w 10 to za drugim sie nie rozglądam mysle ze zdrady biorą sie z braku(czegoś na czym nam zależy) jesli przez bardzo długi czas czegos nam w związku brakuje i widzimy ze to sie raczej nie zmieni lub partner jest niereformowalny to zaczynamy....najpierw myśleć....potem mysli mogą przejsć w czyny tak to juz jest kazde działanie poprzedzają mysli mniej lub brdziej świadome nie robimy niczego tak ni z gruszki ni z pietruszki musimy miec jakiś silny motyw do działania i czesto to jest ten brak... jesli przykładowo nasz facet jest nieczuły nie przytula a nam na tym ogromnie zalezy to pomimo lojalnosci jesli spotkamy na swojej drodze takiego który bedzie czuły i gotów dac nam to wszystko czego tak bardzo nam było brak to dam sobie głowe uciąć ze 9 na 10 kobiet pójdzie na to bo w koncu zostaną zaspokojone potrzeby czułosci ta 1 na 10 nie zrobi tego bo została tak wychowana....ze nie wypada....bo nie ma odwagi....trzeba wiedzieć co jest wazne w zyciu dla nas samych mysle ze na to pytanie mozesz odpowiedziec sobie jedynie ty sama bo tylko ty wiesz tak naprawde co teraz czujesz ale zastanów sie porzadnie zeby potem nie było"wymienił stryjek siekierke na kijek" pozdrawiam mądre słowa barbarosa Odpowiedz no cóż moje zdanie jest takie ze jesli ten pierwszy jest strzałem w 10 to za drugim sie nie rozglądam mysle ze zdrady biorą sie z braku(czegoś na czym nam zależy) jesli przez bardzo długi czas czegos nam w związku brakuje i widzimy ze to sie raczej nie zmieni lub partner jest niereformowalny to zaczynamy....najpierw myśleć....potem mysli mogą przejsć w czyny tak to juz jest kazde działanie poprzedzają mysli mniej lub brdziej świadome nie robimy niczego tak ni z gruszki ni z pietruszki musimy miec jakiś silny motyw do działania i czesto to jest ten brak... jesli przykładowo nasz facet jest nieczuły nie przytula a nam na tym ogromnie zalezy to pomimo lojalnosci jesli spotkamy na swojej drodze takiego który bedzie czuły i gotów dac nam to wszystko czego tak bardzo nam było brak to dam sobie głowe uciąć ze 9 na 10 kobiet pójdzie na to bo w koncu zostaną zaspokojone potrzeby czułosci ta 1 na 10 nie zrobi tego bo została tak wychowana....ze nie wypada....bo nie ma odwagi....trzeba wiedzieć co jest wazne w zyciu dla nas samych mysle ze na to pytanie mozesz odpowiedziec sobie jedynie ty sama bo tylko ty wiesz tak naprawde co teraz czujesz ale zastanów sie porzadnie zeby potem nie było"wymienił stryjek siekierke na kijek" pozdrawiam Odpowiedz dobrze pamietam temat, ktory zalozylas wczesnij - ten o roznicy w wyksztalceniu. czytajac tam Twoje wypowiedzi wydawalo mi sie, ze czegs Ci brakuje w zwiazku, czegos, co nie do konca potrafisz nazwac czy okreslic... teraz inny chlopak, zauroczenie. usiadz sobie i przemysl wszystko jeszcze raz (pewnie po raz tysieczny ) bo mocno sie miotasz... nie wiem, czy jestes nieszczesliwa - pewnie nie, ale Twoje wypowiedzi przypominaja mi moje wlasne watpliwosci sprzed dobrych kilku lat. byly podobne. zerwalam z chlopakiem po 7 latach wspolnego bycia razem. nie zaluje. moze odpocznij od niego - co ma byc to bedzie - jak jestescie sobie pisani to wrocicie do siebie. podejrzewam, ze moja wypowiedz nie bedzie zbyt popularna... zajrzyj do poprzedniego tematu, dziewczyny napisaly mnostwo madrych rzeczy... a co do pytania glownego -- to, ze zainteresowalas sie innym facetem to nie jest nic zlego, nic nienormalnego i nie znaczy wiecej ponad to, ze dobrze sie Wam rozmawialo, rozumieliscie sie. chce napisac Ci jeszcze kilka rzeczy, ale obowiazki wzywaja lol Odpowiedz Odpowiedz na pytanie
o tym powinien wiedzieć mój przyszły partner