One, two, tres 'Cause I'm down for your love 'Cause you're everything I need Everything I want Yeah, I'm down, down, down for your love Oh, you're everything I need pokrzywa » parzy. pokrzywa » tylko na jej łodygach spotkasz zabielicę. pokrzywa » wykorzystywana w zielarstwie. pokrzywa » zielarzy też parzy. pokrzywa » botanika, rośliny. pokrzywa » roślina o liściach i pędach pokrytych parzącymi włoskami. pokrzywa » rośliny. pokrzywa » roślina o ząbkowatych liściach, która w dotyku parzy Zobacz najciekawsze publikacje na temat: gotlandia. Szwecja wzmacnia Gotlandię. Czy istnieje ryzyko ataku ze strony Rosji? Szwedzki rząd przeznaczy ponad 155 milionów euro na wzmocnien Zauważyliście że ci, którzy korzystają z czegoś co jest przeciwieństwem nauki (przy okazji polecam wspaniały sequel "Giń, 2021!", też od Netflixa), myślą General Midi. Luz blues Luz blues Luz blues w niebie same dziury, Luz blues skóra chce do skóry, Luz blues ostatni azyl. Kaloryfer parzy, dziś zaczęli grzać. Głowa pęka ci w szwach Maska wrosła w twoją twarz, Zaufaj mi. Wielką czułość ci dam Bilet aż do nieba bram, Zafunduję ci. Tu nie musisz już kląć, Walczyć, kłamać lub RT @LesnaZabka_4: Dziękuję wszystkim którzy znów zaczęli lub zaczną obserwować mój antyupadliński i antylewacki profil. Nadal nie zamierzam się gryźć w palce i będę wyrzucał z siebie to co mnie wkurwia!! Płcie są dwie!! Polska tylko dla Polaków!! UPAdlińcy do piachu!!! 15 Jun 2023 17:10:20 . Jeszcze nie taki luz blues, ale faktycznie grzać zaczęli, niech wszystkim bogom będą dzięki. A nagrzeszyło mi się wczoraj przez to zimno tak, że ho ho ho: tu miodzik do herbatki, tam jabłuszko nadprogramowe, a tu jeszcze dokładeczka zupki, tu wędlinka dodatkowa, ehh... Ale póty co - to pierwszy żarłok na vitalekkiej i dziś już przegoniony. Ciepło jest najlepszym egzorcyzmem na tego miesiąc sobie wybrałam na dietę - co weekend impreza urodzinowa/imieninowa. Jutro: kumpel, więc wiadomo: będzie piwko, będzie winko, dobrze tylko, że żreć nie bedę. Za tydzień za to: 3 imprezy u babć obustronnych. Prababcie nie grzeszyły inwencją w kategorii imię dla dziewczynki i w efekcie zostaję wystawiona na pokusy z gatunku: pasztety, owoce w bitej smietanie, ryby faszerowane w galarecie, torty orzechowe i makowe, serniki, a może jeszcze trochę sałatki zjesz , kochanie ty chyba wpadniesz w anoreksję, przecież dobrze wyglądasz, dla kogo ty się tak odchudzasz? 3 x bla. bla. bla. Faktycznie mozna popaść w zaburzenia - człowiek by to żarło brał do gęby i wypluwał w serwetkę byleby mieć spokój...A w ostatnim tygodniu października >fanfaryfanfary<. Tu może się nie przejjem, bo większość cudów sama postaram się przygotować i patrzeć na nie już pewnie nie będę mogła, ale raczej jadłospis Vitalekkiej ominę. Coż zostaje wiec wytężona praca w dni powszednie. A do ruchu motywacji brak, tym bardziej, że jest książka. Osiem książek. Cykl Barokowy Neala Stephensona. Rarytas! Pierwsza ksiażka SF którą czytam robiąc notatki i weryfikując granicę prawdy i fikcji. Siedemnasty wiek z perspektywy sporu o rachunek różniczkowy, poszukiwań rtęci filozowicznej oraz dysput o tym w jaki sposób boska siła objawia się w moczu. Urocze i wkręciło mnie do tego stopnia, że sprawdzam jak to naprawdę, do cholery, jest z tymi płatkami śniegu. Ot i wady wykształcenia humanistycznego...Ponarzekałam. Już przestaję. Ksiązkę polecam tak naprawdę bardzo kocham moje Babcie, a i przodków Anioła Stróża Vitalijki i życze miłego dietkowania. "Wajda". Kronika wypadków filmowych" - B. Michalak Kiedy zamówiłam tę książkę do recenzji, nie przypuszczałam, że będę ją czytać w smutnych okolicznościach. Po śmierci Andrzeja Wajdy, wyjątkowego artysty kina, ta publikacja stała się dla mnie jeszcze bardziej wartościowa. To piękna opowieść o filmowym dorobku reżysera, nie biografia. Polecam nie tylko miłośnikom jego mój tekst na łamach magazynu Życie i Pasje: Pochwalę się, że kiedyś miałam przyjemność być na wernisażu wystawy zdjęć z filmu "Piłat i inni", w krakowskim Domu Norymberskim, obecny był sam Mistrz. Miły, uprzejmy, uroczo nie byłam łowczynią autografów, ale tym razem poprosiłam o podpis. Przy okazji, jaki film w reżyserii Andrzeja Wajdy jest Waszym ulubionym? Którego nie znosicie? Który chcielibyście obejrzeć? Przyznam się, że wszystkich nie oglądałam. Postaram się nadrobić zaległości. Moje ulubione to "Panny z Wilka", "Ziemia obiecana", "Popiół i diament". Kiedy oglądałam "Człowieka z marmuru" i "Człowieka z żelaza"- w czasach licealno-wczesno-studenckich - wtedy nie bardzo je rozumiałam. Na razie jednak nie wracam do nich. Niedawno obejrzałam ponownie "Pana Tadeusza", tym razem skupiłam się na walorach aktorskich, świetna w książce Michalaka przeczytacie jak aktorzy "sztukowali" sylaby, by nie mówić w swoich kwestiach np "rzekł Klucznik" i by nie stracić rytmu wiersza. Chętnie obejrzę "Powidoki", lubię taką tematykę. Widziałam tylko spektakl telewizyjny o W. Strzemińskim i K. Kobro pod tym samym tytułem. "Melanżeria"- A. K. Majewska Z twórczością Anny Klary Majewskiej już miałam przyjemność się zetknąć. Jej powieści obyczajowe Rok na Majorce oraz Powrót na Majorkę – iskrzące się humorem, trochę z przymrużeniem oka traktujące o życiu, ale jednocześnie bardzo prawdziwe, przyjazne i swojskie – stanowią idealny antydepresant, bawią, odprężają, poprawiają samopoczucie. Według mnie mają w sobie coś z klimatu Dziennika Bridget Jones, ale nie silą się na bycie jego polskim odpowiednikiem. Nie czułam najmniejszych oporów, by sięgnąć po najnowszą książkę tej autorki. Nie zawiodłam się, choć muszę przyznać, że tym razem mamy do czynienia z nieco inną prozą, nadal napisaną z lekkością, ale o znacznie cięższym ładunku(...) całą moją recenzję tej książki znajdziecie pod linkiem: Zapraszam. "Ranczo" - współczesny serial wszech czasów Jeśli chcecie zajrzeć za kulisy serialu, który przez 10 sezonów dzielnie trzyma się na ekranie, ma doborową obsadę i wiele innych walorów, polecam książkę Eli Piotrowskiej i Marty opinia: tutaj. Zapraszam. "Epifanie" - James Joyce BIURO LITERACKIE 2016 Na hasło "James Joyce" najczęściej pada odzew: "Ulisses". To w końcu najsłynniejsza, obwołana arcydziełem powieść irlandzkiego pisarza. Znane są także "Finneganów tren", "Dublińczycy", "Portret artysty w wieku młodzieńczym". Literaturoznawcy wspomną jeszcze o wydanym kilka lat temu zbiorze szkiców "Hotel Finna", o tomiku lirycznym "Muzyka kameralna", czy o opublikowanych listach pisarza. O "Epifaniach" niespecjalnie jest głośno. Co to jest epifania? Dosłownie oznacza: objawienie, olśnienie. Jako gatunek literacki odnosi się do krótkiej, prostej sceny, obrazu, który pod powłoczką banalności, potoczności, skrywa coś głębszego, ma w sobie filozoficzną nutę, otwiera jakieś drzwi... Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z taką formą, toteż z ciekawością i niepokojem sięgnęłam po zbiór "Epifanii" Jamesa Joyce'a, który pod koniec lata ukazał się nakładem Biura Literackiego, w tłumaczeniu Adama Poprawy. Tomik zawiera 40 króciutkich tekstów (datowanych 1901-1902 i 1904 r.) w postaci dialogów, zarysów scen, zapisków, zanotowanych ulotnych chwil, przyszpilonych jak motyle w kajecie pisarza. Są one oszczędne w formie, szczątkowe, przywodzą czasem na myśl styl Mirona Białoszewskiego. Czasem dość poetyckie, czasem pospolite, - zaskakują czytelnika, który nieraz zastanawia się, w jakim celu akurat to pisarz zanotował. "Epifanie" opublikowano dopiero po 20 latach po śmierci autora. James Joyce musiał być znakomitym obserwatorem, także słuchaczem, potrafił wyłowić z otoczenia, z ulicznego gwaru czyjąś wymianę zdań, jakiś obrazek zapadał mu w pamięć. Zapisywał to, co go poruszyło. Tak rodziły się inspiracje do wielkich dzieł i nieukończonych utworów. Lektura tomiku "Epifanie" stanowi ciekawe doświadczenie. To raczej propozycja dla koneserów. Szóstka w kalendarzu! Dzień dobry, dziś mamy czwartek, trzynastego. Jesienna pogoda ma się ku poprawie, słońce dziś pomachało nam zza chmur. Szwedzka komisja ogłosiła werdykt - Literacką Nagrodę Nobla przyznając Bobowi Dylanowi, co jednych ucieszyło, a drugich zdegustowało. Na pewno wszyscy byli zaskoczeni. Ja nie jestem zadowolona. Cenię poetów i autorów tekstów, ale nie uważam, by Dylan aż na Nobla Za rok kolejna "loteria" ;-) Ale, ale... w sumie to ja nie o Noblu chciałam pisać... Źródło: Tak się składa, że dziś mam swoje blogowe święto - 6. urodziny! Od 13 października 2010 r. wiele wody w rzece upłynęło i wiele książek się się w tworzenie magazynu Życie i Pasje, na lamy którego serdecznie zapraszam: średnio aktywnie na blogu, ale staram się, by pajęczyną nie zarósł. Z tej okazji kupiłam sobie biografię J. Pilcha. Zapraszam na przekąski: Źródło: Źródło: i na tort: Źródło: Proszę się częstować ;-)Przy okazji możecie mi polecić jakąś dobrą książkę na jesień, coś nowego, coś starego, coś innego...Miłego popołudnia!AG Notatka w kratkę, któraś tam.... Październik przywitał nas dość solidnym załamaniem pogody, ale cóż, deszcze, wykluczając te prowadzące do podtopień, są niezbędne. Nawet lubię, o ile siedzę w domu, słuchać tego szumu i nurkować pod kocyk z książką. Gorzej, gdy rano w kaloszach, płaszczach i parasolach marsz do przedszkola...Było czarno, ale jednak się przejaśniło... i to nie tylko w pogodzie. ... kaloryfer parzy... znów zaczęli grzać! Obejrzałam "Planetę singli" - podobało mi się,choć bez szału, śmiałam się właściwie tylko na pewnej końcowej ( w końcu) książkę M. Grzebałkowskiej ( super, że dostała Nagrodę Czytelników- Nike) "Beksińscy. Portret podwójny". Ciekawiła mnie i jednocześnie przytłaczała. Jak dla mnie było za dużo Zdzisława ( zwłaszcza info o wystawach) , za mało Tomasza. Obaj to skomplikowane przypadki podziwu mrówcza praca autorki przy zbieraniu materiałów. Za mną też "Biała Rika" M. Parys, "Melanżeria" A. K. Majewskiej ( recenzje wkrótce) oraz z literatury dla dzieci "Gry i zabawy z dawnych lat" K. Piętki i "Wczoraj, dzisiaj, jutro" wywiad z autorką "Masek zła", Iwoną Banach - nagrodzona w konkursowym wyzwaniu "Wrzesień z Agathą". - link. Tegoroczną Nagrodą Nike jestem nieco rozczarowana, ale o tym opowiem szerzej innym razem. Teraz mam na tapecie ( pamiętacie, że to jest "ten tapet"?) urocze "Jamnikarium"Agaty Tuszyńskiej. Naprawdę, nie trzeba być jakimś specjalnym miłośnikiem psów, by znaleźć w tej książce dużo to ja, Zachodziły w nich zmiany, stawali się inni. Nie tylko dlatego, że opuściwszy raz na zawsze - jak sądzili - swe dawne środowisko, mieli do czynienia z bardzo odmiennymi ludźmi. Ale pieniądze - spostrzeżenie z konieczności banalne - rodzą nowe potrzeby. Gdyby mieli czas na chwilę zastanowienia (ale w tamtych czasach w ogóle się nad niczym nie zastanawiali), przekonaliby się ze zdziwieniem, jak dalece zmieniła się ich wizja własnego ciała, a poza tym wszystkiego, co ich dotyczyło, na czym im zależało, wszystkiego, co stawało się ich światem. Wszystko było nowe. Wrażliwość, upodobania, stanowisko - wszystko kierowało ich ku rzeczom, których przedtem w ogóle nie znali. Zaczęli zwracać uwagę na sposób ubierania się innych, na wystawach spostrzegali meble, ozdobne drobiazgi, krawaty; popadali w marzenia przed ogłoszeniami agentów handlujących nieruchomościami. Zdawało im się, że rozumieją sprawy, którymi przedtem nigdy się nie interesowali; zaczęli doceniać, czy jakaś dzielnica, jakaś ulica jest wesoła czy smutna, cicha czy głośna, odludna czy ruchliwa. Nic w przeszłości nie przygotowało ich do tych nowych zainteresowań; odkrywali je naiwnie, z entuzjazmem, zdumiewając się swojej długotrwałej niewiedzy. Nie dziwiło ich albo prawie nie dziwiło, że tak ciągle o tym myślą. Drogi, jakimi kroczyli, wartości, jakie zaczynali dostrzegać, perspektywy, pragnienia, ambicje - wszystko to, prawdę mówiąc, wydawało im się niekiedy straszliwie puste. Wszystko, czym żyli, było nietrwałe i pozbawione określonej wartości. Ale jednak to właśnie było ich życie, źródło nieznanych, upajających wzruszeń, coś niepomiernie intensywnie otwartego. Mówili sobie czasem, iż życie, jakie ich czeka, będzie miało wdzięk, lekkość, barwność komedii amerykańskich, czołówek, jakimi otwiera swe filmy Saul Bass; jak obietnice uwodziły ich cudowne, promienne obrazy dziewiczych pól śniegowych przeciętych śladami nart, błękitnego morza, słońca, zielonych wzgórz, ognia buzującego na kamiennym kominku, śmiałych autostrad, pulmanów, pałaców.*Jedwabna męska koszula, vintage,wełniane męskie spodnie, Burton vintage,pasek, vintage,skórzane botki, vintage,broszka, HM,nowa cudowna i najlepsza na świecie brazylijska skórzana torebka, Thomaz Rabelo vintage - ponieważ będzie mi towarzyszyć codziennie, prezentuję ją z dumą, godną lepszych Zabawne, że Godard swój film o przemocy nazywa Notre musique. Obejrzyjcie koniecznie - jest dużo animacji 3D, pościgów HD, spektakularnych scen akcji w formacie emgep4 i innych kinowych atrakcji, które odmienią wasze życie. Być może na lepsze. Naprawdę warto.* cytat pochodzi z książki "Rzeczy", której autorem jest Georges Perec, przekład Anna Tatarkiewicz. Boże Narodzenie ... DIY Dekoracje Kosmetyki DIY i pielęgnacja Pomander – świąteczna esencja Święta Bożego Narodzenia ponad wszystko kojarzą mi się z zapachem przypraw korzennych i cytrusów. Ale jak to? – zapytacie. Nie z zapachem świeżo ściętego igliwia? No, nie. Przyczyna jest bardzo prosta. Wraz z nadejściem okresu grzewczego w naszym mieszkaniu otwierał się portal wprost do pustyni Atacama. Jak śpiewała Urszula „kaloryfer parzy, znów zaczęli grzać!”. Owszem, […] Święta Bożego Narodzenia ponad wszystko kojarzą mi się z zapachem przypraw korzennych i cytrusów. Ale jak to? – zapytacie. Nie z zapachem świeżo ściętego igliwia? No, nie. Przyczyna jest bardzo prosta. Wraz z nadejściem okresu grzewczego w naszym mieszkaniu otwierał się portal wprost do pustyni Atacama. Jak śpiewała Urszula „kaloryfer parzy, znów zaczęli grzać!”. Owszem, były podejmowane próby utrzymania tzw. żywej choinki, ale domyślacie się, że żadne igliwie pokroju jodły lub świerka nie przetrwało takiej suszy dłużej niż parę godzin. Natomiast przez kilka dni były pieczone różności hojnie doprawiane cynamonem, goździkami, imbirem i skórką pomarańczową. Stąd takie, a nie inne reminiscencje. Co to jest pomander? Pomander (fr. pomme d’ambre – bursztynowe jabłko) to naturalny aromatyzer. Jest to owoc (przeważnie cytrus) naszpikowany goździkami i zasuszony w mielonym cynamonie lub mieszance przypraw korzennych. Tradycja suszenia skórki pomarańczy i napełniania ich goździkami pochodzi z Francji. Pierwotnie pomander miał zupełnie inną formę. W późnym średniowieczu i renesansie określenie to odnosiło się do okrągłego, metalowego pojemnika z przyprawami i suszonymi kwiatami. Pomander był elementem biżuterii. Często przypinano go do różańca. W oryginalnym przepisie na pomander z 1609, który znalazłam na Elizabethan Costume Page znajdziemy: wosk pszczeli, mielony cynamon i goździki, sproszkowane drzewo sandałowe, pastę bursztynową, olejek eteryczny ze styrakowca. Po wymieszaniu na ciepło, z masy formowano kulkę, którą można było umieścić w ozdobnym pojemniku. Aromat miał maskować przykry zapach właściciela pudełka, a ponadto chronić przed zarazami. Pomander klasyczny Do wykonania tej wersji będą potrzebne pomarańcze, całe goździki, mieszanka przypraw mielonych do obtaczania owocu: cynamon i goździki (tym razem mielone), imbir, gałka muszkatołowa. W sumie zestaw podobny do mieszanki Pumpkin spice. Skład mieszanki można oczywiście zmodyfikować w zależności od upodobań albo zastosować sam cynamon. Skórkę pomarańczy zamierzałam nakłuwać wykałaczką, ale okazało się to potrzebne tylko przy zagłębieniach na szypułkę i kielich. Na pozostałej powierzchni goździki bez problemu weszły same w skórkę. Jak widać między goździkami pozostawiłam miejsce, ponieważ podczas zasuszania owoc zmniejszy swoją objętość. Wbijając goździki w skórkę pomarańczy starałam się zachować ostrożność. Jak się dobrze przyjrzymy to zauważymy że goździk to zasuszony pączek kwiatowy (drzewa goździkowego) i łatwo jest go skruszyć. Do pokrycia goździkami całej pomarańczy zużyłam ok. 40 g przyprawy. Ze względu na koszty warto kupić goździki w większych opakowaniach np. na Allegro. Za 100 g zapłacimy wówczas ok. 9 zł ( r.). W miseczce przygotowałam mieszankę mielonych przypraw korzennych i umieściłam w niej pomarańczę. Kilka razy obtoczyłam całą kulę, aż do dokładnego pokrycia powierzchni. Obtoczony owoc można pozostawić w miseczce z przyprawami, albo umieścić w papierowej torebce z dodatkową łyżeczką przypraw. Całość pozostawiłam w przewiewnym miejscu. W zależności od wielkości owocu i warunków pomarańcza będzie się zasuszać od 2 do 4 tygodni. W tym czasie powinna zmniejszyć swoją objętość. Ja nie wytrzymałam i swoją przewiązałam wstążką już po tygodniu. Dosuszy się w akcji 🙂 . Mój pomander będzie ozdobą stołu, ale równie dobrze można go umieścić jako element stroika czy powiesić na choince. To także pomysł na oryginalny prezent. Przygotowanie tej wersji jest dość czasochłonne. Ponakłuwanie jednej pomarańczy zajęło mi ok. godziny. Nagrodą jest niesamowity aromat i długi termin przydatności. Tak wykonany aromatyzer powinien przetrwać znacznie dłużej niż okres świąteczny. Można go schować z powrotem do torebki papierowej i przechować na dnie szafy, jako naturalny repelent szkodników odzieżowych. Legendy internetowe mówią, że niektórzy przechowują go tak latami, odnawiając tylko posypkę ze świeżych przypraw. Pomander ekspresowy – kapke oszukany Nie każdy myśli o takich rzeczach, jak pomander na miesiąc przed Bożym Narodzeniem. Wersja dla spóźnialskich pomija długotrwałe suszenie w przyprawach. Ale coś za coś. W związku z tym jest to jednorazowy pomader z krótkim terminem przydatności. Dlatego warto go wykonać tuż przed Świętami. Tym razem wykorzystałam mandarynki. Na początek owoce przewiązałam wstążkami. Następnie w skórce umieściłam goździki. Wytwornica świątecznego klimatu vel totem chroniący przed wszelkimi zarazami gotowy. Tymczasem cały dom pachnie cytrusami, goździkami i cynamonem. Mamy już Święta! Całusy 😉

kaloryfer parzy znów zaczęli grzać